Kto emituje, ten płaci. O co chodzi w unijnym systemie ETS?
Od 2028 roku każdy Polak ogrzewający dom gazem lub węglem poczuje unijny system ETS w portfelu. Rachunki mogą wzrosnąć o kilkanaście tysięcy złotych rocznie.
Unijny system handlu emisjami CO₂ istnieje od dwudziestu lat i przez dwie dekady pozostawał tematem dla ekspertów i lobbyistów. Teraz wchodzi do polskich domów. Od 2028 roku każdy Polak ogrzewający mieszkanie gazem, węglem czy olejem opałowym poczuje go w portfelu – dosłownie. Rachunki mogą wzrosnąć o kilkanaście tysięcy złotych rocznie. Jedni mówią, że to cena za czystsze powietrze i niezależność energetyczną. Drudzy – że to brukselski zamach na zwykłe rodziny. GEFMO sprawdza, kto ma rację i kto za to wszystko naprawdę zapłaci.
Czym jest ETS i jak działa w praktyce?
Unijny system handlu emisjami – EU ETS (Emissions Trading System) – to mechanizm rynkowy wprowadzony przez Unię Europejską w 2005 roku. Jego zasada jest prosta jak cep: jeśli chcesz emitować dwutlenek węgla, musisz za to zapłacić. Emitenci – elektrownie, fabryki, linie lotnicze – kupują uprawnienia do emisji CO₂ na aukcjach lub giełdach. Każde uprawnienie to prawo do wyemitowania jednej tony CO₂. Pula dostępnych uprawnień jest z roku na rok zmniejszana, co sprawia, że emisje muszą spadać, a cena uprawnień rośnie. Mechanizm opiera się na zasadzie „zanieczyszczający płaci" – im więcej trujesz, tym więcej płacisz. System obejmuje energetykę, przemysł ciężki, lotnictwo, a od 2024 roku również transport morski. Łącznie w 2024 roku objął emisje na poziomie 1 187 milionów ton CO₂.
Rok startu ETS: 2005
Łączne emisje objęte systemem w 2024 r.: 1 187 mln ton CO₂
Spadek emisji w energetyce i przemyśle vs 2005 r.: –50%
Wpływy Polski z ETS od startu systemu: ok. 30 mld euro
Skąd się wzięło ETS2 i dlaczego budzi takie emocje?
ETS2 to rozszerzenie systemu na dwa sektory, które dotychczas pozostawały poza nim: budownictwo i transport drogowy. To tu zaczyna się problem dla zwykłych Polaków. O ile ETS1 dotyczył głównie wielkich emitentów przemysłowych, o tyle ETS2 bezpośrednio uderzy w każde gospodarstwo domowe ogrzewające się gazem, węglem lub olejem. Pierwotnie system miał wejść w życie w 2027 roku, jednak pod presją państw członkowskich – w tym Polski i Włoch – przesunięto go o rok, na 2028. Decyzja zatwierdzono 5 marca 2025 roku. To rok oddechu, ale nie zmiana reguł gry. Mechanizm zostaje. Fundacja Bertelsmanna alarmuje, że dla krajów uzależnionych od paliw kopalnych, takich jak Polska, ETS2 wywoła „finansowy szok" zanim pojawią się jakiekolwiek korzyści dla budżetów domowych.
Ile zapłaci Kowalski? Twarde liczby
Tu nie ma miejsca na polityczną retorykę – są tylko liczby. Przy obecnej cenie uprawnień do emisji CO₂ wynoszącej około 60 euro za tonę, przeciętne polskie gospodarstwo domowe ogrzewające się paliwami kopalnymi może spodziewać się wzrostu rachunków o około 372 euro rocznie. To przy dzisiejszych cenach uprawnień. Przy scenariuszu, w którym cena CO₂ wzrośnie – co jest założeniem samego systemu – obciążenie może sięgnąć nawet 1000 euro rocznie, czyli przy kursie 4,3 zł za euro: ponad 4 300 złotych. Rocznie. Na jedno gospodarstwo. Dla rodziny z Łodzi, Radomia czy Stalowej Woli, ogrzewającej stary blok gazem lub węglem, to nie statystyka – to wybór między rachunkiem a jedzeniem.
Przy cenie CO₂ = 60 €/t: +372 euro/rok (ok. 1 600 zł)
Przy wyższych cenach CO₂: nawet +1 000 euro/rok (ok. 4 300 zł)
Kurs przeliczeniowy: 4,3 zł / 1 euro
Co mówi rząd? Głos antagonistów systemu i jego obrońców
Wiceminister klimatu Krzysztof Bolesta, komentując możliwość wyjścia Polski z ETS, był jednoznaczny. Jego słowa brzmią jak ostrzeżenie, ale i jak przyznanie, że system nas więzi – niezależnie od tego, czy nam się to podoba.
— Krzysztof Bolesta, Wiceminister Klimatu i Środowiska, 2025 r.
Jednocześnie ten sam minister stwierdził, że ETS2 – ten dotyczący domów i samochodów – jest Polsce niepotrzebny. To interesująca schizofrenia polityczna: system jest dobry, ale jego rozszerzenie – już nie. Bruksela nie zamierza jednak rezygnować z mechanizmu, jedynie zapowiada przegląd do lipca 2026 roku, mający ograniczyć wahania cen CO₂. Ursula von der Leyen broni całego projektu jako sukcesu energetycznej suwerenności Europy.
— Ursula von der Leyen, Przewodnicząca Komisji Europejskiej, 2025 r.
Argumenty ZA: dlaczego ETS ma sens?
Zwolennicy systemu wskazują na twarde dane: od 2005 roku emisje w energetyce i przemyśle objętych ETS spadły o 50 procent. To nie jest przypadek – to efekt mechanizmu cenowego, który zmusił wielkie przedsiębiorstwa do inwestycji w odnawialne źródła energii i modernizacji technologicznej. Emisje z węgla osiągnęły w 2024 roku poziom historycznie najniższy. Polska zarobiła na systemie około 30 miliardów euro, które trafiły do budżetu państwa i częściowo sfinansowały transformację energetyczną. Eksport Polski wynosi około 160 miliardów euro rocznie – znacząca jego część pochodzi z branż objętych ETS. Bez systemu, firmy te straciłyby dostęp do europejskiego rynku lub nie byłyby w stanie konkurować z producentami z krajów o wyższych standardach środowiskowych. ETS to też presja na innowacje: pompy ciepła, fotowoltaika, termomodernizacja – wszystko to przyspiesza właśnie dlatego, że energia z paliw kopalnych drożeje.
– Emisje z energetyki i przemysłu: –50% vs 2005 r.
– Cel do 2030 r.: –62% vs 2005 r.
– Emisje węglowe w 2024 r.: poziom historycznie najniższy
– Wpływy do polskiego budżetu: ok. 30 mld euro łącznie
Argumenty PRZECIW: kto płaci cenę za zielony ład?
Krytycy ETS – i nie są to wyłącznie politycy opozycji – wskazują na fundamentalny problem sprawiedliwości społecznej. System w obecnej formie karze ubogich bardziej niż bogatych. Bogata rodzina może pozwolić sobie na termomodernizację, pompę ciepła i fotowoltaikę. Biedna rodzina w kamienicy z lat sześćdziesiątych – nie ma ani kapitału, ani zdolności kredytowej, ani możliwości technicznych, by szybko przestawić ogrzewanie. Płaci więc za emisje, bo nie ma wyjścia. Polska jest szczególnie narażona: wysoki udział węgla w miksie energetycznym, stary zasób budowlany, niższe płace niż w Europie Zachodniej. Fundacja Bertelsmanna ostrzega wprost: ETS2 „zmiażdży domowe budżety" polskich rodzin. Opozycja – Prawo i Sprawiedliwość – obiecuje wyjście z systemu po powrocie do władzy. Przemysław Czarnek i inni politycy PiS zapowiadają demontaż polityki klimatycznej i powrót do węgla. To populistyczna odpowiedź na realne obawy, ale ekonomicznie nierealistyczna – wyjście z ETS oznaczałoby cła, sankcje handlowe i izolację.
Głosy trzech środowisk: rząd, opozycja, eksperci
Głos 1: Komisja Europejska i rząd
Ursula von der Leyen prezentuje ETS jako sukces – i w zakresie emisji przemysłowych ma dane po swojej stronie. Polska rządząca koalicja, przez usta wiceministra Bolesty, przyjmuje podejście pragmatyczne: system zostawiamy, bo wyjście jest droższe niż trwanie. Jednocześnie naciskają na Brukselę o korekty – indywidualne podejście do przemysłu, mechanizmy stabilizacji cen i ochronę najuboższych gospodarstw.
Głos 2: PiS i eurosceptyczna opozycja
Prawo i Sprawiedliwość zapowiada wyjście z ETS jako element szerszej polityki suwerenności energetycznej. Przemysław Czarnek i inni działacze partii przedstawiają system jako brukselski podatek nakładany na Polaków bez ich zgody. To narracja skuteczna politycznie – ale ekonomicznie groźna. Izolacja od europejskiego systemu handlowego kosztowałaby polską gospodarkę znacznie więcej niż same uprawnienia do emisji.
Głos 3: Niezależni analitycy i fundacje
Fundacja Bertelsmanna i niezależni ekonomiści są najbardziej dosadni: ETS2 wywoła szok cenowy, zanim korzyści transformacji energetycznej dotrą do przeciętnego Polaka. Potrzebny jest solidny społeczny fundusz klimatyczny, ulgi dla najuboższych i realistyczny harmonogram transformacji. Bez tego system stanie się kolejnym mechanizmem pogłębiającym nierówności.
— Krzysztof Bolesta, Wiceminister Klimatu i Środowiska, 2025 r. (o ETS2)
Co dalej? Terminy, reformy i polska pozycja
Kluczowe daty są znane: ETS2 wchodzi w życie w 2028 roku. Do lipca 2026 roku Komisja Europejska ma przeprowadzić przegląd całego systemu ETS, ze szczególnym uwzględnieniem mechanizmów stabilizacji cen CO₂. Polska i Włochy są w tym procesie aktywne – naciskają na Brukselę o indywidualne podejście do przemysłu i ochronę konsumentów. Bruksela zapowiedziała korekty, ale nie demontaż. Dla zwykłego Polaka oznacza to jedno: masz trzy lata na przygotowanie się. Trzy lata, by ocieplić dom, rozważyć pompę ciepła, zbadać dostępne dotacje. Ale też trzy lata, w których rząd – każdy rząd – powinien wdrożyć realne mechanizmy wsparcia dla najuboższych. Jeśli tego nie zrobi, rachunek w 2028 roku będzie nie tylko finansowy. Będzie też polityczny.
2024 r. – ETS rozszerzony o transport morski
Lipiec 2026 r. – planowany przegląd systemu ETS przez KE
2028 r. – wejście w życie ETS2 (budynki i transport drogowy)
Cel 2030 r. – redukcja emisji o 62% vs poziom z 2005 r.