Premier Tusk powiedział, że porodówka w Lesku działa. Pracownicy: to nieprawda
Premier Donald Tusk w programie TVN24 #BezKitu zapewnił widzów, że porodówka w Lesku nie jest zamknięta. Problem w tym, że ordynator ginekologii tej placówki, Iwona Holcman, potwierdziła coś zupełnie odwrotnego – oddział jest zamknięty od stycznia 2026 roku. Ciężarne kobiety z powiatu leskiego muszą pokonywać ponad godzinę drogi przez górski teren.
Premier Donald Tusk w programie TVN24 #BezKitu zapewnił widzów, że porodówka w Lesku nie jest zamknięta. Problem w tym, że ordynator ginekologii tej placówki, Iwona Holcman, potwierdziła coś zupełnie odwrotnego – oddział jest zamknięty od stycznia 2026 roku. Ostatnia porodówka w Bieszczadach przestała działać z końcem 2025 roku, a ciężarne kobiety z powiatu leskiego i okolic muszą teraz pokonywać ponad godzinę drogi przez górski teren, aby urodzić w bezpiecznych warunkach. To nie jest kwestia interpretacji danych. To fakty, które mają bezpośredni wpływ na życie i zdrowie kobiet.
Premier mówi „nie jest zamknięta". Ordynator mówi: „jest zamknięta od stycznia"
Podczas programu #BezKitu w TVN24 dziennikarz Michał Dobrołowicz z RMF FM zapytał premiera Donalda Tuska wprost o sytuację porodówki w Lesku. Odpowiedź szefa rządu była jednoznaczna: „Nie, nie jest zamknięta." Tymczasem ordynator oddziału ginekologii w Lesku, Iwona Holcman, w rozmowie z mediami potwierdziła, że oddział jest nieczynny od początku 2026 roku. Słowa premiera stały w rażącej sprzeczności z rzeczywistością. Niezależnie od tego, czy była to pomyłka, czy celowe zniekształcenie faktów – miliony Polaków oglądających program mogli zostać wprowadzeni w błąd. W sprawach dotyczących zdrowia i życia obywateli taka rozbieżność nie powinna mieć miejsca.
Ostatnia porodówka w Bieszczadach. Historia zamknięć
Porodówka w Lesku nie była kolejną, przypadkową placówką na liście restrukturyzowanych szpitali. Była ostatnią działającą porodówką w Bieszczadach. Wcześniej zlikwidowano oddziały położnicze w Sanoku i Ustrzykach Dolnych. Lesko było ostatnim punktem na mapie, gdzie kobieta z tego regionu mogła urodzić dziecko bez wielogodzinnej podróży. Od lipca 2025 roku działalność oddziału była zawieszona – formalnie z powodu remontu. Minister zdrowia Izabela Leszczyna obiecała publicznie, że od września 2025 roku oddział wróci do funkcjonowania. Tak się nie stało. Z końcem 2025 roku placówka zakończyła działalność definitywnie. Cały region Bieszczad pozostał bez żadnej porodówki.
Liczby, które mówią wszystko
Rząd uzasadnia zamknięcia porodówek argumentami finansowymi i demograficznymi. Liczby rzeczywiście robią wrażenie – ale niekoniecznie takie, jakie sugeruje premier. Oddział w Lesku generował 500 000 złotych strat miesięcznie, przy 197 porodach rocznie. Jednocześnie przez oddział ginekologiczno-położniczy przewijało się 1200 pacjentek rocznie – kobiet, które korzystały z szeroko pojętej opieki ginekologicznej. Do połowy 2025 roku urodziło się tam 74 dzieci. Jeszcze bardziej alarmujący jest inny wskaźnik: w ciągu niecałych czterech tygodni nowego roku w całej Polsce zamknięto 18 oddziałów położniczych. To nie jest powolny trend – to lawina.
- 197 porodów rocznie w Lesku
- 1200 pacjentek obsłużonych przez oddział ginekologiczny rocznie
- 500 000 zł miesięcznych kosztów funkcjonowania porodówki
- 74 urodzeń do połowy 2025 roku
- 18 oddziałów położniczych zamkniętych w ciągu niecałych 4 tygodni 2026 roku
- Ponad godzina – czas dojazdu do najbliższej porodówki w Brzozowie
Kto za to odpowiada? Antagoniści tej historii
W tej historii nie brakuje osób, które podejmowały kluczowe decyzje lub składały obietnice, których nie dotrzymały. Premier Donald Tusk w ogólnopolskiej telewizji zaprzeczył faktom potwierdzonym przez personel medyczny placówki. Minister zdrowia Izabela Leszczyna obiecała publicznie, że porodówka wróci do działania we wrześniu 2025 roku – tak się nie stało. Obie osoby sprawują najwyższe stanowiska w państwie, odpowiadają za politykę zdrowotną i mają bezpośredni wpływ na to, co dzieje się z siecią szpitali w Polsce. Ich słowa – wypowiadane z trybuny rządowej i z ekranów telewizorów – kształtują opinię publiczną. Kiedy te słowa mijają się z rzeczywistością, to zwykli ludzie ponoszą tego konsekwencje.
Poszkodowane: Karolina, Anna, Marta – ciężarne z Bieszczadów
Za każdą statystyką kryje się konkretny człowiek. Wyobraźmy sobie Karolinę, 28 lat, z Leska. Termin porodu w lutym 2026 roku. Góry, zima, zaśnieżone drogi. Najbliższa czynna porodówka – Brzozów, ponad godzina drogi w dobrych warunkach. A co w przypadku nagłego pogorszenia stanu zdrowia, przedwczesnego porodu, komplikacji? Każda minuta liczy się dosłownie. Dla mieszkanek powiatu leskiego i bieszczadzkiego zamknięcie porodówki to nie abstrakcyjny problem budżetowy – to realne zagrożenie dla życia ich i ich dzieci. Premier mówi o „gęstej sieci porodówek". Ale gęsta sieć dla kogoś w Warszawie wygląda zupełnie inaczej niż dla kogoś w górskiej miejscowości zimą.
- Ponad godzina dojazdu do Brzozowa – w normalnych warunkach drogowych
- Górski teren zimą znacznie wydłuża czas przejazdu
- Ryzyko komplikacji porodowych bez dostępu do natychmiastowej pomocy medycznej
- Szczególne zagrożenie w przypadku nagłych powikłań i porodów przedwczesnych
Argumenty rządu: pieniądze i demografia
Rząd ma swoje argumenty i nie są one całkowicie pozbawione podstaw. Utrzymanie porodówki, w której rocznie rodzi się 197 dzieci, przy kosztach 500 000 złotych miesięcznie, oznacza wydatek rzędu 6 milionów złotych rocznie – co daje ponad 30 000 złotych na jeden poród. To znacząco więcej niż średnia krajowa. Premier Tusk podkreśla, że Polska ma bardzo gęstą sieć porodówek i że środki publiczne powinny być wydawane efektywnie. GUS przewiduje zaledwie 210 tysięcy urodzeń w całej Polsce w 2026 roku – to jeden z najniższych wyników w historii. Minister Leszczyna zapowiedziała konsolidację szpitali w Lesku, Sanoku i Ustrzykach Dolnych w jeden Szpital Bieszczadzki, który miałby zapewnić lepszy dostęp do opieki. To brzmi sensownie – ale na razie pozostaje w sferze obietnic.
Głosy sprzeciwu: radni, lekarze i zwykłe kobiety
Zamknięcia porodówki nie przyjęto biernie. Radni powiatu leskiego głosowali przeciwko likwidacji oddziału – i choć wynik był bliski, jeden głos zadecydował o braku formalnej zgody na zamknięcie. Mimo to oddział przestał funkcjonować. Ordynator Iwona Holcman publicznie potwierdziła zamknięcie, stając tym samym w kontrze do słów premiera. W mediach społecznościowych głos zabrały też zwykłe kobiety. Jeden z komentarzy pod nagraniem z programu TVN24 brzmiał: „Mieliście te kobiety tak głęboko w poważaniu, że nawet pan nie zauważył? Bez żartów. Kobiety z mniejszych miejscowości też są obywatelkami i należy im się godny i bezpieczny poród!" To słowa, które oddają emocje tysięcy Polek zamieszkałych z dala od dużych miast.
Ordynator Iwona Holcman (szpital w Lesku): potwierdziła zamknięcie oddziału od stycznia 2026 r., zaprzeczając słowom premiera.
Radni powiatu leskiego: głosowali przeciwko likwidacji – jeden głos zadecydował o braku formalnej zgody na zamknięcie.
Komentarz internautki: „Kobiety z mniejszych miejscowości też są obywatelkami i należy im się godny i bezpieczny poród!"
Ogólnopolski trend: 18 porodówek w cztery tygodnie
Lesko to nie wyjątek – to symbol. W ciągu niecałych czterech tygodni 2026 roku w Polsce zamknięto 18 oddziałów położniczych. Medonet.pl alarmuje, że porodówki w Polsce znikają w zastraszającym tempie. Portal dorzeczy.pl opisuje „prawdziwe piekło kobiet" w związku z kolejnymi zamknięciami. Rząd powołuje się na rachunek ekonomiczny i dane demograficzne. Ale za każdym zamkniętym oddziałem stoją kobiety, które muszą rodzić coraz dalej od domu – często w nieznanych placówkach, bez wcześniej nawiązanej relacji z personelem medycznym. Premier Tusk zapewnia, że „Lesko leży mu na sercu". Jeśli tak jest – warto by wiedział, że od początku 2026 roku nie ma tam już gdzie rodzić.
- 18 oddziałów położniczych zamkniętych w niecałe 4 tygodnie 2026 roku
- 210 000 urodzeń – prognoza GUS na 2026 rok (jeden z najniższych wyników historycznych)
- Bieszczady: 0 czynnych porodówek od stycznia 2026 roku