Wypadek kolumny Szydło: już 9 osób z zarzutami w śledztwie BOR
Dziewięć lat po wypadku kolumny rządowej w Oświęcimiu prokuratura stawia zarzuty kolejnym osobom. Nie kierowcy rozbitego Fiata Seicento – tym razem na ławie oskarżonych mogą znaleźć się funkcjonariusze, którzy mieli chronić premiera i praworządność. Czy przez lata ktoś świadomie zakopywał prawdę?
Dziewięć lat po wypadku kolumny rządowej w Oświęcimiu prokuratura stawia zarzuty kolejnym osobom. Nie kierowcy rozbitego Fiata Seicento – tym razem na ławie oskarżonych mogą znaleźć się funkcjonariusze, którzy mieli chronić premiera i praworządność. Czy przez lata ktoś świadomie zakopywał prawdę?
Noc w Oświęcimiu, która nie chciała minąć
10 lutego 2017 roku wieczorem kolumna rządowa przewożąca ówczesną premier Beatę Szydło zderzyła się z Fiatem Seicento na skrzyżowaniu w Oświęcimiu. Samochód premier uderzył w drzewo. Beata Szydło doznała potłuczeń, ranny został także funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu oraz pasażerowie seicento. Sprawa wydawała się zamknięta wyrokiem z 2020 roku. Teraz, w 2026 roku, okazuje się, że to był dopiero prolog dramatu, który rozgrywa się na sali przesłuchań Prokuratury Regionalnej w Białymstoku. Śledztwo weszło w fazę, której wielu obserwatorów się nie spodziewało.
Dziewięć zarzutów, jeden wypadek
Prokuratura Regionalna w Białymstoku prowadzi śledztwo dotyczące nieprawidłowości po wypadku z 2017 roku. Do marca 2026 roku zarzuty usłyszało łącznie dziewięć osób: ośmiu byłych i obecnych funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu oraz Służby Ochrony Państwa, a także jedna osoba cywilna. Kolejne zarzuty były ogłaszane etapami – w lutym i marcu 2026 roku. Prokuratura zapowiadała, że lista podejrzanych jest zamknięta i liczy dokładnie dziewięć nazwisk. Zarzuty dotyczą przede wszystkim składania fałszywych zeznań w postępowaniach sądowych związanych z wypadkiem oraz potencjalnego utrudniania wymiaru sprawiedliwości.
9 – liczba osób z zarzutami (stan: marzec 2026)
8 – byli i obecni funkcjonariusze BOR/SOP objęci śledztwem
1 – osoba cywilna z zarzutami
do 8 lat – maksymalna kara za fałszywe zeznania w polskim prawie
1000 zł – nawiązka zasądzona w 2020 r. na rzecz Beaty Szydło i funkcjonariusza BOR
2017–2026 – dziewięć lat od wypadku do postawienia zarzutów funkcjonariuszom
Zaginiona płyta i fałszywe zeznania
Serce obecnego śledztwa stanowią dwa wątki: zaginięcie płyty z nagraniem miejskiego monitoringu, które mogłoby przesądzić o przebiegu wypadku, oraz zeznania funkcjonariuszy BOR składane w trakcie postępowań sądowych w Krakowie i Oświęcimiu. Prokuratorzy z Białegostoku twierdzą, że te zeznania mogły być fałszywe i celowo ukierunkowane na obciążenie wyłącznie kierowcy Fiata Seicento. Tymczasem Sąd Rejonowy w Oświęcimiu już w lipcu 2020 roku wskazał, że nie tylko kierowca seicento naruszył przepisy – wykroczenia popełnił również kierowca pojazdu BOR. Mimo to poprzednie śledztwo prowadziła krakowska prokuratura, skupiając się niemal wyłącznie na cywilnym kierowcy.
„Prokuratura Regionalna w Białymstoku postawiła zarzut składania fałszywych zeznań byłemu funkcjonariuszowi BOR w związku z wypadkiem premier Beaty Szydło w 2017 roku w Oświęcimiu."
Wyrok z 2020 roku: kto tak naprawdę był winny?
Sąd Rejonowy w Oświęcimiu w lipcu 2020 roku warunkowo umorzył postępowanie wobec kierowcy Fiata Seicento na rok, nakładając nawiązkę w wysokości 1000 złotych na rzecz Beaty Szydło i funkcjonariusza BOR. Jednak ten sam wyrok wskazywał, że kierowca BOR również dopuścił się wykroczenia drogowego. Tamten wątek nie doczekał się odpowiedniego dochodzenia – aż do 2025 roku, kiedy Prokuratura Regionalna w Białymstoku przejęła sprawę i zaczęła drążyć temat od nowa. Nawiązka w wysokości zaledwie 1000 złotych – przy skali polityczno-instytucjonalnej całej sprawy – brzmi dziś jak gorzki żart wymiaru sprawiedliwości.
Każdy obywatel, który zetknie się z wymiarem sprawiedliwości, ma prawo oczekiwać, że świadkowie mówią prawdę, a dowody nie giną. Jeśli funkcjonariusze państwa – powołani do ochrony prawa – składają fałszywe zeznania, a nagrania z monitoringu znikają, to nie jest problem tylko premier Szydło ani opozycji. To jest problem każdego Polaka, który kiedykolwiek będzie stroną w sądzie i będzie liczył na sprawiedliwy proces oparty na rzetelnych dowodach.
Prokuratura w Białymstoku kontra krakowskie śledztwo
Decyzja o przekazaniu sprawy do Prokuratury Regionalnej w Białymstoku nie była przypadkowa. Chodziło o zapewnienie niezależności postępowania od lokalnych powiązań. Białostoccy prokuratorzy od początku 2025 roku skrupulatnie analizowali akta poprzednich postępowań. Śledczy sprawdzali, czy zeznania funkcjonariuszy BOR złożone w trakcie procesów krakowskich i oświęcimskich były zgodne z prawdą, a także czy używanie sygnałów dźwiękowych przez kolumnę rządową w momencie wypadku było zgodne z procedurami. Każde z tych pytań ma ogromne znaczenie dla oceny, czy wypadek w Oświęcimiu był tylko nieszczęśliwym zdarzeniem drogowym, czy też efektem systemowych zaniedbań ochrony VIP-ów.
• Śledztwo prowadzi Prokuratura Regionalna w Białymstoku (od 2025 r.)
• Zarzuty: składanie fałszywych zeznań w postępowaniach sądowych
• Badany wątek: zaginięcie płyty z nagraniem monitoringu miejskiego
• Badany wątek: prawidłowość używania sygnałów dźwiękowych przez kolumnę BOR
• Grożąca kara: do 8 lat pozbawienia wolności za fałszywe zeznania (art. 233 k.k.)
• Sąd w Oświęcimiu już w 2020 r. wskazał na współwinę kierowcy BOR
Dwie strony tego samego medalu
Zwolennicy obecnego śledztwa wskazują, że po raz pierwszy od 2017 roku instytucje państwowe biorą pod lupę nie tylko cywilnego kierowcę, ale cały łańcuch zdarzeń i relacji po wypadku. Ich zdaniem dopiero teraz wymiar sprawiedliwości działa tak, jak powinien. Krytycy z kolei zwracają uwagę, że śledztwo zostało wszczęte po zmianie rządu w 2023 roku i ma wyraźny polityczny kontekst – ma uderzyć w środowisko Prawa i Sprawiedliwości poprzez destabilizację wizerunku Beaty Szydło i służb, które jej podlegały. Pojawia się pytanie fundamentalne: czy chodzi o prawdę i sprawiedliwość, czy o rozliczenia polityczne? Odpowiedź na nie zależy w dużej mierze od tego, po której stronie politycznej barykady się stoisz.
Instytucja pod znakiem zapytania
BOR, przemianowany w 2018 roku na Służbę Ochrony Państwa, to formacja, której zadaniem jest ochrona najważniejszych osób w państwie. Zarzuty dla ośmiu funkcjonariuszy tej służby – choćby za fałszywe zeznania – to cios w reputację całej instytucji. Jeśli prokuratura udowodni, że świadkowie w mundurach celowo wprowadzali sąd w błąd, będzie to jeden z najpoważniejszych skandali związanych z polskimi służbami ochrony w ostatnich dekadach. Pytanie o to, kto wydawał ewentualne polecenia, kto wiedział, a kto działał na własną rękę, pozostaje na razie bez odpowiedzi. Ale śledztwo trwa, a zarzuty są faktem.
Głosy: każdy widzi co innego
Marek, 52 l., prawnik, Warszawa
Wreszcie ktoś zadaje właściwe pytania. Przez lata skupiano się wyłącznie na kierowcy seicento, ignorując to, co działo się po wypadku z dowodami i zeznaniami. Jeśli funkcjonariusze państwa kłamali pod przysięgą, muszą za to odpowiedzieć – niezależnie od tego, kto wtedy rządził.
Krzysztof, 47 l., nauczyciel, Rzeszów
To czysta polityka. Śledztwo wszczęto dopiero po zmianie rządu. Gdyby naprawdę chodziło o prawdę, zaczęto by dochodzić do niej już w 2020 roku, kiedy sąd wskazał na uchybienia BOR. Teraz to instrument do bicia politycznego przeciwnika przed kolejnymi wyborami.
Anna, 34 l., urzędniczka, Oświęcim
Nie interesuje mnie polityka. Interesuje mnie to, że w naszym mieście doszło do wypadku, zginęło mnóstwo czasu i pieniędzy na procesy, a do dziś nie wiemy, co naprawdę było na tej zaginionej płycie z monitoringu. Chcę po prostu znać prawdę.