Wypowiedź ambasadora Ukrainy Wasyla Bodnara o polskim spojrzeniu na Wołyń ponownie otworzyła jeden z najtrudniejszych tematów w relacjach Warszawy i Kijowa. Równolegle trwają prace ekshumacyjne i rozmowy o miejscach pochówku, które mogą zdecydować, czy spór historyczny będzie łagodzony faktami, czy wzmacniany politycznymi emocjami.
Wypowiedź, która dotknęła czułego miejsca
Wasyl Bodnar zasugerował, że w Polsce dominuje jednostronne spojrzenie na wydarzenia wołyńskie. Taka ocena musiała wywołać reakcje, bo temat zbrodni wołyńskiej od lat jest jednym z najbardziej bolesnych punktów polsko-ukraińskiej rozmowy o historii.
Dla polskiej opinii publicznej Wołyń oznacza przede wszystkim pamięć o cywilnych ofiarach mordów dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów w 1943 r. Dla strony ukraińskiej dyskusja bywa wpisywana w szerszą opowieść o konfliktach, represjach i wzajemnych krzywdach XX wieku. Te perspektywy nie są równorzędne w ocenie konkretnych zbrodni, ale obie wpływają na język dzisiejszej dyplomacji.
Największym ryzykiem takich wypowiedzi jest przesunięcie uwagi z ofiar na spór o narrację. Jeżeli debata zatrzymuje się na tym, kto ma bardziej uprawnioną pamięć, łatwo zgubić podstawowy cel: odnalezienie szczątków, godny pochówek i jasne nazwanie odpowiedzialności.
Ekshumacje nadają sprawie konkretny wymiar
W ostatnich miesiącach nastąpił ważny ruch praktyczny. Władze Ukrainy wyraziły zgodę na prace ekshumacyjne prowadzone przez IPN w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej. To miejsca szczególne, bo polska ludność tych wsi została wymordowana 30 sierpnia 1943 r.
Prace rozpoczęły się w lipcu 2026 r. i objęły kilka lokalizacji. Ich celem jest odnalezienie szczątków ofiar, identyfikacja tam, gdzie będzie to możliwe, oraz przygotowanie godnego pochówku. Wcześniejsze rozpoznanie pozwoliło wskazać masowe groby i jedno miejsce pochówku pojedynczej osoby.
Pod koniec lipca informowano o wydobyciu szczątków kilkudziesięciu osób. Każda taka liczba jest jednocześnie ustaleniem śledczym, informacją dla rodzin i elementem większego procesu pamięci. W tej sprawie statystyka nigdy nie jest tylko statystyką.
Dlaczego zgody na prace są tak ważne
Spór o Wołyń przez lata koncentrował się nie tylko na ocenach historycznych, ale także na dostępie do miejsc pochówku. Bez ekshumacji nie da się zamknąć wielu rodzinnych historii. Brak zgody na poszukiwania oznacza dla bliskich ofiar przedłużanie stanu zawieszenia.
Zgoda władz Ukrainy na prace w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej ma więc znaczenie większe niż pojedyncza procedura administracyjna. To sygnał, że mimo wojny, napięć i trudnej historii możliwe są konkretne działania. Najlepszym językiem pojednania w takich sprawach bywa nie deklaracja, lecz praca archeologów, antropologów, historyków i prokuratorów.
Jednocześnie zgoda na jedne prace nie kończy całej listy oczekiwań. Polskie instytucje i środowiska rodzin ofiar od lat wskazują wiele miejsc wymagających poszukiwań. Każde kolejne pozwolenie będzie sprawdzianem, czy proces ma charakter trwały, czy pozostanie wyjątkiem.
Kijów też składa własne wnioski
Strona ukraińska zabiega również o możliwość prowadzenia prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych w Polsce. Ambasador Ukrainy przekonywał wcześniej, że decyzje w tej sprawie nie powinny być wiązane z pozwoleniami dla polskich historyków i ekspertów na terytorium Ukrainy.
To ważny element obecnej dynamiki. Jeżeli obie strony traktują pochówki jako pole wymiany politycznej, rośnie ryzyko blokady. Jeżeli natomiast uznają, że każde miejsce pochówku wymaga szacunku niezależnie od narodowości ofiar, możliwa jest bardziej stabilna współpraca.
Polska i Ukraina mają prawo do własnej pamięci, ale państwa nie powinny używać szczątków ofiar jako instrumentu nacisku. Dyplomacja historyczna ma sens tylko wtedy, gdy służy rodzinom, badaniom i pochówkowi, a nie bieżącej licytacji.
Wojna Rosji zwiększa stawkę polityczną
Tło obecnej rozmowy jest wyjątkowe. Ukraina broni się przed rosyjską agresją, a Polska pozostaje jednym z kluczowych państw wspierających Kijów politycznie, wojskowo i humanitarnie. W takim kontekście każdy spór historyczny szybko staje się elementem szerszej debaty o sojuszu, wdzięczności i granicach solidarności.
Nie oznacza to, że temat Wołynia powinien być odkładany. Przeciwnie, przemilczanie najtrudniejszych spraw zwykle wraca z większą siłą. Różnica polega na sposobie rozmowy. Język dyplomacji powinien zostawiać miejsce na prawdę historyczną, ale też unikać sformułowań, które odbierają rodzinom ofiar poczucie powagi.
Rosja od lat próbuje wykorzystywać polsko-ukraińskie spory pamięci. Im bardziej emocjonalna i chaotyczna jest debata, tym łatwiej obcym propagandystom przedstawiać ją jako pęknięcie nie do naprawienia. Dlatego precyzja słów w tej sprawie jest elementem bezpieczeństwa, nie tylko kultury politycznej.
Pamięć wymaga hierarchii faktów
Rozmowa o zbrodni wołyńskiej nie może rozmywać odpowiedzialności za masowe mordy na cywilach. Uznanie złożoności historii nie oznacza symetryzowania wszystkiego ani zamiany ofiar w argument negocjacyjny. W przypadku konkretnych miejsc, takich jak Ostrówki i Wola Ostrowiecka, punktem wyjścia są zabici mieszkańcy i obowiązek ich upamiętnienia.
Jednocześnie długofalowe pojednanie wymaga badań, archiwów, edukacji i gotowości do słuchania drugiej strony tam, gdzie mówi o własnych stratach. Najtrudniejsze jest połączenie tych dwóch porządków: jasnej oceny zbrodni oraz uznania, że historia regionu była wielowarstwowa.
Nie da się tego osiągnąć krótkimi wypowiedziami medialnymi. Potrzebne są komisje ekspertów, stały kalendarz prac, przejrzyste decyzje administracyjne i wspólne rytuały pamięci, w których centralne miejsce mają ofiary, a nie politycy.
Co może obniżyć napięcie
Najbardziej praktycznym krokiem byłoby regularne ogłaszanie kolejnych zgód na poszukiwania i ekshumacje, po obu stronach granicy. Harmonogram, znane procedury i jawne kryteria pozwoliłyby ograniczyć podejrzenia, że decyzje zależą od bieżącej atmosfery politycznej.
Drugim elementem jest wspólny język komunikatów. Polskie instytucje potrzebują jasnego potwierdzenia prawa do upamiętnienia ofiar zbrodni wołyńskiej. Ukraińskie instytucje potrzebują zapewnienia, że ich miejsca pamięci w Polsce także będą traktowane z godnością i ochroną.
Trzecim elementem jest edukacja pozbawiona propagandowego tonu. Uczniowie i obywatele powinni znać fakty, daty, odpowiedzialność sprawców i losy ofiar. Nie chodzi o budowanie wspólnej wersji historii za wszelką cenę, lecz o to, by spór nie był karmiony niewiedzą.
Wniosek
Wypowiedź Wasyla Bodnara pokazuje, jak łatwo temat Wołynia wraca do centrum polsko-ukraińskich relacji. Najważniejsze jest teraz, by polityczny spór nie przykrył prac, które naprawdę mogą zmieniać sytuację: poszukiwań, ekshumacji, identyfikacji i godnych pochówków.
Polska i Ukraina nie muszą mieć identycznej pamięci, aby współpracować uczciwie. Muszą jednak uznać, że ofiary nie mogą czekać na lepszy moment polityczny. Jeżeli kolejne zgody i prace terenowe staną się normą, debata o historii będzie miała solidniejszy fundament niż emocjonalne wypowiedzi i dyplomatyczne napięcia.
Źródła i weryfikacja
- RMF24
- IPN

