Co twierdzą przedsiębiorcy
Federacja Przedsiębiorców Polskich, podczas konferencji w Centrum Prasowym PAP, przedstawiła analizę kosztów energii i powiązań między branżami. Według ekspertów FPP całościowy koszt energii dla największych odbiorców w Polsce wynosi około 170 euro za MWh i jest o około 45 proc. wyższy od średniej unijnej dla porównywalnej grupy. W tej metodologii problem dotyczy przede wszystkim odbiorców energochłonnych, a nie przeciętnej firmy z sektora usług.
FPP szacuje, że utrzymywanie wysokich kosztów energii może oznaczać bezpośredni spadek produkcji przetwórstwa przemysłowego o blisko 23 mld zł, a po uwzględnieniu branż powiązanych około 50,7 mld zł. W analizie pojawia się także ryzyko prawie 82 tys. etatów mniej, 17,1 mld zł niższego PKB i 6,6 mld zł ubytku dochodów sektora finansów publicznych.
Eurostat potwierdza presję, ale nie tę samą liczbę
Dane Eurostatu za drugą połowę 2025 r. pokazują, że ceny energii elektrycznej dla odbiorców niebędących gospodarstwami domowymi w UE spadały, ale pozostawały dużo wyżej niż przed kryzysem energetycznym. Dla średniego segmentu odbiorców nie-gospodarstw domowych, z rocznym zużyciem od 500 MWh do 2000 MWh, średnia unijna wyniosła 0,1837 euro za kWh, czyli 183,7 euro za MWh.
To nie jest bezpośrednie potwierdzenie tezy FPP o 170 euro/MWh dla największych odbiorców, bo Eurostat stosuje inną grupę zużycia i inną definicję ceny. Eurostat wskazuje natomiast na istotny problem dla Polski: w drugiej połowie 2025 r. udział nieodzyskiwalnych podatków i opłat w cenie energii dla odbiorców nie-gospodarstw domowych był najwyższy w UE i wynosił 36 proc., przy średniej unijnej 17,7 proc.
Dlaczego przemysł energochłonny jest punktem zapalnym
W branżach takich jak hutnictwo, chemia, papier, szkło, cement czy część produkcji materiałowej energia nie jest zwykłym kosztem administracyjnym. To jeden z kluczowych składników ceny produktu. Jeśli konkurent w innym kraju płaci mniej za prąd, sieć, opłaty i podatki, może wygrać ceną nawet wtedy, gdy polska fabryka ma dobrą organizację i wydajnych pracowników.
W przypadku hutnictwa FPP wskazuje, że udział energii w kosztach branży sięga 14,5 proc. To tłumaczy, dlaczego przedstawiciele sektora mówią o ryzyku trwałej utraty konkurencyjności. Stal jest jednocześnie produktem bazowym dla budownictwa, motoryzacji, maszyn, infrastruktury i obronności, więc osłabienie krajowego hutnictwa szybko staje się problemem szerszym niż wynik jednej branży.
Efekt domina jest realny
Najważniejszy element analizy FPP dotyczy powiązań między branżami. Spadek produkcji w sektorze energochłonnym oznacza mniejsze zamówienia dla dostawców surowców, usług technicznych, logistyki, firm remontowych, ochrony, księgowości i wielu lokalnych podwykonawców. Gdy znikają etaty w zakładzie przemysłowym, spada też konsumpcja w regionie.
To dlatego prosty rachunek 'tania energia dla przemysłu to koszt dla budżetu' jest niepełny. Ulga lub taryfa preferencyjna może kosztować państwo kilka miliardów złotych, ale brak reakcji może oznaczać niższy PKB, mniejsze wpływy z podatków i składek oraz większe wydatki społeczne. Spór dotyczy więc nie tylko cen prądu, lecz tego, gdzie państwo widzi strategiczne ryzyka gospodarcze.
Czego domaga się branża
Eksperci FPP rekomendują m.in. obniżenie kosztów sieciowych i opłaty jakościowej dla odbiorców energochłonnych o 90 proc., wprowadzenie taryf sieciowych dla przemysłu energochłonnego na wzór rozwiązań z innych państw UE, objęcie hutnictwa statusem odbiorcy specjalnego oraz program gwarantujący cenę energii 250 zł/MWh dla przemysłu hutniczego przez co najmniej pięć lat.
Te postulaty są politycznie trudne. Obniżenie opłat dla jednej grupy odbiorców zwykle oznacza konieczność przeniesienia kosztu na budżet, innych odbiorców albo spółki sieciowe. Dlatego każde rozwiązanie powinno mieć warunki: utrzymanie produkcji i miejsc pracy, inwestycje w efektywność, plany dekarbonizacji oraz zakaz traktowania ulgi jako zwykłej poprawy marży.
Co warto sprawdzić przed decyzją o wsparciu
- czy ulga trafia wyłącznie do branż realnie energochłonnych i wystawionych na konkurencję międzynarodową;
- czy firma utrzymuje produkcję, zatrudnienie i inwestycje w Polsce;
- czy pomoc jest powiązana z efektywnością energetyczną i obniżaniem emisyjności;
- czy mechanizm nie przerzuca kosztów w sposób ukryty na gospodarstwa domowe i małe firmy;
- czy wsparcie jest zgodne z zasadami pomocy publicznej w UE;
- czy państwo monitoruje efekty, a nie tylko wypłaca ulgę.
Nie tylko energia
Energia jest ważnym czynnikiem, ale nie jedynym. Konkurencyjność przemysłu zależy też od kosztów pracy, kursu walutowego, dostępności finansowania, jakości infrastruktury, terminów przyłączeń, stabilności prawa, cen surowców, polityki handlowej i popytu w Europie. Jeśli cała diagnoza zostanie sprowadzona do ceny prądu, łatwo przeoczyć inne bariery.
Równocześnie nie można używać wieloczynnikowości jako wymówki. W branżach energochłonnych cena energii potrafi przesądzić o tym, czy produkcja zostaje w kraju, czy przenosi się za granicę. Dlatego najlepsza polityka nie powinna polegać ani na bezwarunkowym subsydiowaniu, ani na biernym czekaniu, aż rynek sam rozwiąże problem.
Wniosek
Alarm przemysłu nie jest tylko lobbingowym hasłem, ale wymaga chłodnej weryfikacji danych. Polska ma realny problem z kosztem energii i opłat dla odbiorców przemysłowych, a Eurostat potwierdza wysokie obciążenie podatkowo-opłatowe w cenie energii dla firm. Odpowiedzią powinno być selektywne, warunkowe wsparcie dla branż strategicznych połączone z inwestycjami w tańsze źródła, sieci, efektywność i kontrakty długoterminowe.

