Europejski gaz potaniał w czwartek do ok. 48,58 euro za MWh na benchmarkowym rynku TTF, czyli o 0,9 proc. To jednak bardziej chwilowy oddech niż dowód stabilizacji: magazyny gazu w UE są zapełnione tylko w 50,9 proc., przy pięcioletniej średniej dla tego okresu wynoszącej ok. 66,0 proc.
Cena spada, ryzyko zostaje
Na pierwszy rzut oka rynek wysyła uspokajający sygnał. Kontrakty referencyjne TTF w Amsterdamie spadły w okolice 48,58 euro za MWh, czyli o 0,9 proc. w trakcie czwartkowej sesji. Dla odbiorców przemysłowych i państw szykujących się do zimy każda obniżka ceny jest dobrą wiadomością, ale jedna sesja nie zmienia układu sił na rynku energii.
Problem polega na tym, że cena spotowa reaguje na najbliższe informacje: pogodę, przepływy LNG, popyt przemysłu, zachowanie statków i komentarze polityczne. Bezpieczeństwo energetyczne buduje się wolniej. Tu ważniejsze od samego kursu TTF jest pytanie, czy Europa zdąży odbudować zapasy przed sezonem grzewczym i czy dostawy LNG nie zostaną zakłócone przez napięcia geopolityczne.
Magazyny są słabsze niż zwykle
Najbardziej niewygodna liczba w tej historii to nie cena, ale poziom zapasów. Według danych podawanych za Gas Infrastructure Europe magazyny gazu w Unii Europejskiej były wypełnione w 50,9 proc., a w systemie znajdowało się ok. 575,25 TWh gazu. Dla porównania, pięcioletnia średnia dla tego momentu roku to ok. 66,0 proc.
To oznacza, że Europa wchodzi w letnią fazę zatłaczania gazu z mniejszą poduszką bezpieczeństwa niż zwykle. Sam fakt, że zapasy rosną, nie wystarcza. Jeśli punkt startu jest niski, rynek musi kupować więcej surowca w miesiącach, w których konkurencja o ładunki LNG może być ostra, a każda awaria infrastruktury albo fala upałów podnosząca zapotrzebowanie na energię może znowu podbić ceny.
Cień Ormuzu nad rynkiem LNG
Spadek cen nastąpił mimo napięć na Bliskim Wschodzie. Uwaga inwestorów koncentruje się m.in. na Cieśninie Ormuz, przez którą przechodzi istotna część światowego handlu surowcami energetycznymi. Informacje o pustych metanowcach kierujących się w stronę wejścia do cieśniny mogły zostać odczytane jako sygnał, że przynajmniej część rynku zakłada kontynuację załadunków LNG w regionie Zatoki Perskiej.
Taki sygnał nie jest jednak gwarancją. Przy konflikcie amerykańsko-irańskim wystarczy seria ostrzejszych komunikatów, incydent morski albo wzrost kosztów ubezpieczeń, by rynek ponownie zaczął wyceniać ryzyko zakłóceń. Europa po odejściu od rosyjskiego gazu rurociągowego jest bardziej elastyczna, ale też bardziej zależna od globalnego rynku LNG, na którym konkuruje z Azją.
Europa nie wróciła do dawnej normalności
Po kryzysie gazowym wywołanym rosyjską agresją na Ukrainę Europa zbudowała nowe terminale, zmieniła kierunki dostaw i nauczyła się szybciej reagować na szoki. To realny postęp. Nie oznacza on jednak powrotu do czasów taniego, przewidywalnego gazu. Dzisiejszy rynek jest bardziej globalny, bardziej polityczny i bardziej wrażliwy na logistykę morską.
Dlatego spadek ceny przy niskich magazynach można czytać dwojako. Optymista powie, że dostawy płyną, popyt jest kontrolowany, a panika po ostatnich napięciach wygasa. Pesymista zauważy, że rynek po prostu nie wycenia jeszcze najgorszego scenariusza, bo zakłada, że polityczne deklaracje nie zamienią się w trwałe zakłócenia dostaw.
Co to oznacza dla Polski
Polska jest w lepszej sytuacji niż przed dekadą: ma terminal LNG w Świnoujściu, Baltic Pipe, rozbudowywane interkonektory i większe doświadczenie w dywersyfikacji. Nie znaczy to, że ceny TTF są dla polskiej gospodarki obojętne. Europejski benchmark wpływa na koszt kontraktów, wyceny hurtowe, przemysł energochłonny, ciepłownictwo, nawozy i pośrednio także na ceny energii elektrycznej.
Jeśli magazyny w UE pozostaną poniżej normy, a lato nie przyniesie spokojnego zatłaczania, jesienią presja cenowa może wrócić. Szczególnie narażone będą firmy, które odnawiają kontrakty przy wysokiej zmienności, oraz odbiorcy, którzy już dziś działają na niskich marżach. Dla rządów to także przypomnienie, że polityka energetyczna nie kończy się na komunikacie o spadku ceny w danym dniu.
Wniosek
Czwartkowy spadek ceny gazu w Europie jest ulgą, ale nie jest dowodem, że problem został rozwiązany. Przy magazynach wypełnionych wyraźnie poniżej pięcioletniej średniej rynek pozostaje podatny na pogodę, konkurencję o LNG i każde pogorszenie sytuacji wokół Iranu oraz Cieśniny Ormuz. Najważniejsze pytanie nie brzmi więc, czy gaz jednego dnia potaniał o 0,9 proc., ale czy Europa zdąży przed zimą odbudować zapasy na tyle, by polityczne i logistyczne wstrząsy nie zamieniły się znowu w rachunki dla przemysłu i odbiorców końcowych.

