Po wakacjach 2026 roku na polskiej scenie politycznej może pojawić się nowe ugrupowanie: wolnorynkowe, proeuropejskie i skierowane przede wszystkim do przedsiębiorców.
Na jego czele miałby stanąć Ryszard Petru. Robocza nazwa projektu już sama w sobie mówi bardzo dużo: „Konfederacja light”.
Cel? Przejąć tych wyborców, którzy chcą niższych podatków, deregulacji i większej swobody gospodarczej, ale jednocześnie nie akceptują ostrej antyunijnej retoryki, nacjonalizmu i radykalizmu obecnego w części przekazu Konfederacji.
Polityczna luka po wolnorynkowej Platformie
Według medialnych ustaleń nowa formacja miałaby być adresowana do kilku grup wyborców.
Przede wszystkim do:
- przedsiębiorców, którzy oczekują realnego programu gospodarczego,
- wyborców rozczarowanych tym, że Platforma Obywatelska odeszła od bardziej wolnorynkowego kursu,
- części elektoratu Konfederacji, który głosuje na nią głównie z powodów gospodarczych,
- młodszych wyborców, którzy są proeuropejscy, ale jednocześnie mają dość unijnej biurokracji.
To nie jest więc projekt budowany wyłącznie przeciwko Konfederacji. To próba przejęcia konkretnej emocji społecznej: zmęczenia państwem, które dużo obiecuje, dużo reguluje, dużo zabiera, ale coraz słabiej rozumie ludzi prowadzących firmy.
Petru chce zabrać Konfederacji gospodarczy monopol
Ryszard Petru od dłuższego czasu próbuje wrócić do swojej podstawowej roli politycznej: człowieka od gospodarki, podatków, przedsiębiorczości i wolnego rynku.
W nowym projekcie chodzi o stworzenie oferty dla wyborcy, który mówi:
„Chcę niskich podatków i wolności gospodarczej, ale nie chcę antyunijnej rewolucji i polityki opartej na ciągłym konflikcie”.
To właśnie tutaj Petru widzi przestrzeń.
Konfederacja przez lata skutecznie zagospodarowała frustrację przedsiębiorców, młodych mężczyzn i ludzi zmęczonych wysokimi kosztami państwa. Problem w tym, że jej gospodarczy przekaz często idzie w pakiecie z ostrą retoryką światopoglądową, antyunijną i narodową.
„Konfederacja light” miałaby ten pakiet rozdzielić.
Gospodarka tak, radykalizm nie
Nowa formacja miałaby być:
- wolnorynkowa,
- pragmatyczna gospodarczo,
- proeuropejska,
- twarda w sprawach migracji,
- mniej ideologiczna,
- bardziej skierowana do codziennych problemów firm.
I właśnie tu pojawia się najważniejszy polityczny konflikt.
Czy da się w Polsce zbudować partię dla przedsiębiorców bez wchodzenia w radykalny ton Konfederacji?
To pytanie jest kluczowe, bo przedsiębiorcy od lat słyszą od kolejnych rządów piękne deklaracje. W praktyce dostają nowe obowiązki, nowe składki, nowe przepisy, niepewność podatkową i rosnące koszty pracy.
Dlatego Konfederacja rośnie nie tylko dzięki swoim hasłom. Rośnie również dlatego, że inne partie zostawiły ogromną przestrzeń po stronie ludzi, którzy chcą prostszego państwa.
Problem dla KO, PSL i Konfederacji
Projekt Petru może uderzyć w kilka stron jednocześnie.
Dla Konfederacji oznacza próbę podważenia jej najmocniejszego pola: gospodarki i przedsiębiorczości.
Dla KO i PSL to sygnał ostrzegawczy, że część wyborców centrum może nie chcieć kolejnego miękkiego kompromisu, tylko wyraźnego programu gospodarczego.
Dla samego Petru to z kolei test wiarygodności.
Bo pamięć polityczna w Polsce nie jest aż tak krótka. Wielu wyborców będzie pamiętać Nowoczesną, jej szybki wzrost, późniejsze błędy i polityczny upadek. Dlatego sama nazwa, kilka medialnych wypowiedzi i hasło „Konfederacja light” nie wystarczą.
Jeżeli ten projekt ma przetrwać, musi pokazać coś więcej niż anty-Mentzena w wersji europejskiej. Musi pokazać konkretny plan dla firm.
Czego będą oczekiwać przedsiębiorcy?
Jeżeli nowa partia chce naprawdę wejść w elektorat gospodarczy, będzie musiała odpowiedzieć na konkretne problemy.
Nie wystarczą hasła o wolnym rynku.
Przedsiębiorcy będą chcieli wiedzieć:
- co z kosztami pracy?
- co ze składką zdrowotną?
- co z chaosem podatkowym?
- co z kontrolami i biurokracją?
- co z cenami energii dla firm?
- co z odpowiedzialnością urzędników za błędne decyzje?
- co z prostym prawem, którego nie trzeba interpretować przez kancelarie?
Bo dzisiaj problem przedsiębiorców nie polega tylko na tym, że podatki są wysokie.
Problem polega na tym, że państwo jest coraz mniej przewidywalne.
A biznes najbardziej nie lubi właśnie nieprzewidywalności.
Czy „Konfederacja light” ma szanse?
Politycznie pomysł jest logiczny.
Na scenie jest przestrzeń dla ugrupowania, które będzie jednocześnie:
- gospodarczo liberalne,
- proeuropejskie,
- mniej ideologiczne,
- twarde wobec biurokracji,
- bardziej przyjazne przedsiębiorcom.
Ale logiczna przestrzeń na scenie politycznej to jedno. Zbudowanie realnej partii to drugie.
Petru będzie musiał zmierzyć się z trzema problemami:
- własną polityczną przeszłością,
- brakiem silnych struktur,
- pytaniem, czy wyborcy Konfederacji naprawdę szukają „lżejszej” wersji, czy raczej chcą ostrego konfliktu z systemem.
Bo część elektoratu Konfederacji nie wybiera jej wyłącznie za podatki. Wybiera ją także za emocję buntu.
I tutaj Petru może mieć problem.
Najważniejszy wniosek
Sprawa „Konfederacji light” pokazuje coś większego niż tylko ambicje Ryszarda Petru.
Pokazuje, że w polskiej polityce rośnie luka między partiami głównego nurtu a ludźmi, którzy prowadzą firmy, płacą podatki, zatrudniają pracowników i mają coraz większe poczucie, że państwo ich nie słucha.
Jeżeli centrum nie stworzy realnej oferty dla przedsiębiorców, tę przestrzeń dalej będzie zagospodarowywać Konfederacja.
A wtedy pytanie nie brzmi, czy Petru odbierze tlen Mentzenowi.
Pytanie brzmi, dlaczego największe partie przez tyle lat same oddały ten tlen komuś innemu.
Kanał Gefmo – polityka bez filtrów.
Źródła: Rzeczpospolita, TVN24, Polsat News, Onet, Wprost, stan na 16 czerwca 2026 r.
