Przejdź do treści

Dotacje

Wyrok uderza w Czyste Powietrze. Problemem nie są tylko błędy, ale sposób zarządzania

Wyrok uderza w Czyste Powietrze. Problemem nie są tylko błędy, ale sposób zarządzania
KGRedakcja Gefmo
3 lipca 20265 min czytania
Udostępnij:fXin

Obraz wygenerowany przez AI

Wyrok w Olsztynie to ostrzeżenie dla programu „Czyste Powietrze”. Zgoda funduszu nie może być pułapką dla beneficjenta

Wyrok Sądu Rejonowego w Olsztynie w sprawie dotacji z programu „Czyste Powietrze” powinien być czytany nie tylko jako rozstrzygnięcie jednego sporu. To sygnał ostrzegawczy dla całego systemu.

Według ujawnionych informacji 29 maja 2026 roku Sąd Rejonowy w Olsztynie nakazał WFOŚiGW wypłatę blisko 40 tys. zł dotacji wraz z odsetkami i kosztami procesu. Spór dotyczył odmowy sfinansowania drzwi zewnętrznych w inwestycji prowadzonej w ramach programu „Czyste Powietrze”.

Najważniejsze pytanie brzmi: czy fundusz, który wcześniej zaakceptował wniosek i podpisał umowę, może po wykonaniu prac uznać, że jednak wypłaci mniej, bo dany koszt wydaje mu się zbyt wysoki?

Naszym zdaniem odpowiedź powinna być jasna: nie może traktować wcześniejszej zgody jak pustej formalności.

Wniosek nie był pustą kartką

W programie „Czyste Powietrze” beneficjent nie składał ogólnej prośby o pieniądze na remont. Wniosek o dofinansowanie zawierał konkretne dane dotyczące planowanej termomodernizacji.

Trzeba było wskazać zakres prac, rodzaj przedsięwzięcia, powierzchnie, ilości i planowane koszty. Dotyczyło to między innymi wymiany okien, drzwi, ocieplenia ścian, stropów, dachów czy innych elementów budynku.

Jeżeli beneficjent wpisywał we wniosku określoną liczbę metrów kwadratowych drzwi lub okien oraz konkretną kwotę przeznaczoną na dane przedsięwzięcie, fundusz widział te dane przed podjęciem decyzji.

To właśnie na tym etapie WFOŚiGW miał możliwość powiedzieć: zgadzamy się albo nie zgadzamy się na taki zakres i taki poziom kosztów.

Jeżeli fundusz uważał, że wnioskowana kwota na drzwi, okna albo ocieplenie jest za wysoka, powinien zareagować przed podpisaniem umowy. Mógł odmówić, zażądać wyjaśnień, wskazać ograniczenia albo poinformować beneficjenta, że zaakceptuje tylko część kosztów.

Wtedy obywatel podejmuje świadomą decyzję: realizuje inwestycję w takim zakresie, zmienia materiały, ogranicza koszt albo rezygnuje z dofinansowania.

Problem zaczyna się wtedy, gdy fundusz najpierw akceptuje wniosek, a po wykonaniu prac mówi: jednak uznajemy, że to było za drogie.

Kontrola końcowa nie powinna być ponowną wyceną inwestycji

Po wykonaniu prac fundusz powinien oczywiście kontrolować inwestycję. Nikt rozsądny nie twierdzi, że publiczne pieniądze mają być wypłacane bez weryfikacji.

Ale kontrola końcowa powinna odpowiadać przede wszystkim na pytania:

czy prace zostały wykonane,

czy wykonano zakres zatwierdzony we wniosku,

czy dokumenty są zgodne z umową,

czy nie doszło do fikcyjnej faktury, podwójnego finansowania albo innej konkretnej nieprawidłowości.

Czym innym jest kontrola wykonania prac, a czym innym późniejsze uznaniowe przeliczanie ceny zaakceptowanej wcześniej przez fundusz.

Na rynku są towary tańsze i droższe. Są drzwi za kilka tysięcy złotych i drzwi za kilkadziesiąt tysięcy. Są tańsze i droższe okna, materiały izolacyjne, urządzenia grzewcze czy usługi montażowe. Różnice w cenach mogą wynikać z jakości, parametrów, wymiarów, producenta, technologii, robocizny, regionu, dostępności i wielu innych czynników.

Jeżeli państwo chciało finansować wyłącznie najtańsze rozwiązania, powinno było jasno określić limity, widełki albo ceny referencyjne przed wydaniem zgody.

Nie można najpierw zaakceptować konkretnych kosztów we wniosku, a później, po zakończeniu inwestycji, zachowywać się tak, jakby wcześniejsza decyzja nie miała znaczenia.

Beneficjent został pozbawiony świadomego wyboru

To jest najważniejszy element tej sprawy.

Gdyby beneficjent na etapie decyzji otrzymał informację: „fundusz nie akceptuje pełnej kwoty na wymianę drzwi, ale może zaakceptować połowę”, mógłby podjąć racjonalną decyzję.

Mógłby wybrać tańsze drzwi. Mógłby zmienić zakres inwestycji. Mógłby poszukać innego wykonawcy. Mógłby zrezygnować z przedsięwzięcia. Mógłby ocenić, czy stać go na dopłatę z własnych środków.

Ale jeżeli fundusz najpierw wydał pozytywną decyzję, a dopiero po wykonaniu prac zakwestionował koszt, beneficjent został postawiony pod ścianą.

Prace zostały wykonane. Faktura została wystawiona. Zobowiązanie wobec wykonawcy powstało. Materiały zostały zamontowane. A obywatel nagle dowiaduje się, że część pieniędzy, na które liczył, nie zostanie wypłacona.

To nie jest zwykła różnica interpretacyjna.

To mechanizm, który mógł wprowadzać beneficjentów w błąd i wpędzać ich w problemy finansowe.

Państwowy program musi być przewidywalny

„Czyste Powietrze” było przedstawiane jako program wsparcia dla obywateli. Miało pomagać w modernizacji domów, ograniczaniu smogu i walce z ubóstwem energetycznym.

Taki program musi opierać się na zaufaniu.

Jeżeli obywatel składa szczegółowy wniosek, podaje zakres prac i planowane koszty, a następnie otrzymuje pozytywną decyzję, powinien móc zakładać, że państwo traktuje tę decyzję poważnie.

W przeciwnym razie dotacja przestaje być instrumentem wsparcia, a staje się ryzykiem.

Beneficjent nie wie, czy podpisana umowa naprawdę coś znaczy. Wykonawca nie wie, czy po wykonaniu prac otrzyma zapłatę. Fundusz może po czasie uznać, że coś było za drogie, choć wcześniej miał wszystkie dane, żeby to ocenić.

Tak nie powinien działać program publiczny.

To nie jest tylko problem jednego funduszu

Wyrok z Olsztyna wpisuje się w szerszy problem, o którym przedsiębiorcy i beneficjenci mówią od wielu miesięcy.

W różnych województwach podobne sprawy bywały oceniane inaczej. Poszczególne WFOŚiGW stosowały różne interpretacje, różne praktyki i różne podejście do dokumentów. To, co w jednym województwie mogło zostać zaakceptowane, w innym mogło zostać zakwestionowane.

Właśnie dlatego od miesięcy domagaliśmy się wspólnego okrągłego stołu z udziałem 16 WFOŚiGW, NFOŚiGW, MKiŚ, beneficjentów, wykonawców i organizacji branżowych.

Bez jednolitych zasad program państwowy zaczyna działać jak szesnaście różnych systemów.

A obywatel nie powinien ponosić konsekwencji tego, że fundusze wojewódzkie i instytucje centralne nie potrafiły wypracować spójnej praktyki.

Uszczelnienie programu nie może działać wstecz przeciwko uczciwym ludziom

Nie ma wątpliwości, że program „Czyste Powietrze” wymagał uszczelnienia. Były nadużycia, zawyżone koszty, agresywne praktyki sprzedażowe i przypadki wykorzystywania osób mniej zorientowanych.

Ale walka z patologiami nie może polegać na tym, że po czasie podważa się decyzje, na podstawie których beneficjenci podjęli kosztowne zobowiązania.

Jeżeli doszło do oszustwa, fikcyjnej faktury, niewykonania prac albo świadomego wprowadzenia funduszu w błąd, państwo powinno reagować stanowczo.

Ale jeżeli beneficjent złożył wniosek z konkretnym zakresem i konkretnymi kwotami, fundusz ten wniosek zaakceptował, a prace zostały wykonane zgodnie z umową, to późniejsze obniżanie wypłaty staje się problemem po stronie państwa, nie obywatela.

Nie można naprawiać błędów systemu kosztem ludzi, którzy działali w zaufaniu do tego systemu.

Czego powinny wymagać władze programu?

Po takim wyroku NFOŚiGW, MKiŚ i zarządy wojewódzkich funduszy powinny zrobić więcej niż wydać kolejny komunikat.

Potrzebne są konkretne działania:

przegląd spraw, w których po pozytywnej decyzji i wykonaniu prac obniżono lub odmówiono wypłaty,

jasna zasada, że koszt wskazany we wniosku powinien być oceniany przed podpisaniem umowy, a nie dopiero po realizacji inwestycji,

jednolite wytyczne dla wszystkich 16 WFOŚiGW,

centralna baza interpretacji,

czytelne limity albo ceny referencyjne, jeżeli państwo chce ograniczać poziom kosztów,

szybka ścieżka odwoławcza dla beneficjentów bez konieczności wieloletniej walki w sądzie,

mechanizm ochrony osób, które podjęły decyzję inwestycyjną w zaufaniu do pozytywnej decyzji funduszu.

Najprostsza zasada powinna brzmieć tak: fundusz nie może po wykonaniu prac dowolnie zmieniać sensu decyzji, którą sam wcześniej wydał.

Jeżeli państwo chce ograniczyć koszt dofinansowania, musi powiedzieć to obywatelowi przed inwestycją, a nie po jej zakończeniu.

Wniosek

Wyrok z Olsztyna jest niewygodny dla programu „Czyste Powietrze”, bo pokazuje problem głębszy niż jedna faktura i jedna odmowa.

Pokazuje, że beneficjent mógł otrzymać zgodę na inwestycję, wykonać prace, a następnie zostać zaskoczony odmową albo obniżeniem wypłaty.

To uderza w podstawową obietnicę programu: że państwo pomaga obywatelowi w kosztownej modernizacji domu według jasnych, przewidywalnych zasad.

Najostrzejsza krytyka nie dotyczy tego, że fundusze kontrolują wydatki. Kontrolować muszą.

Krytyka dotyczy tego, że kontrola nie może zamieniać się w podważanie wcześniejszych decyzji funduszu po tym, jak obywatel poniósł koszty i wykonał prace.

Jeżeli WFOŚiGW miał zastrzeżenia do ceny drzwi, okien, ocieplenia albo innego elementu inwestycji, powinien zgłosić je na etapie oceny wniosku. Wtedy beneficjent miałby wybór.

Po wykonaniu prac takiego wyboru już nie ma.

I właśnie dlatego pytanie po wyroku w Olsztynie brzmi nie tylko: czy jeden fundusz przegrał jedną sprawę?

Pytanie brzmi: ilu beneficjentów zostało wprowadzonych w finansowe ryzyko przez decyzje, które najpierw dawały zgodę, a później przestawały być traktowane przez państwo jak wiążące?

Będziemy wracać do tego tematu

Do naszej redakcji docierają kolejne informacje o wygranych sprawach dotyczących rozliczeń w programie „Czyste Powietrze”. To pokazuje, że problem nie kończy się na jednym wyroku i jednej decyzji funduszu.

Będziemy analizować kolejne przypadki, bo każda taka sprawa może mieć znaczenie nie tylko dla konkretnego beneficjenta lub wykonawcy, ale także dla całej debaty o odpowiedzialności instytucji publicznych za sposób prowadzenia programu.

Zachęcamy do śledzenia naszych publikacji. W najbliższym czasie będziemy wracać do tego tematu i pokazywać kolejne przykłady spraw, w których beneficjenci oraz wykonawcy dochodzą swoich praw po decyzjach funduszy.