Spis treści
- Najważniejsza zmiana: rok własności zamiast trzech lat
- Korekta po konsultacjach, a nie nowy program
- Limity kosztów lekko wzrosną, ale ogólny limit zostaje
- Więcej czasu na inwestycję z zaliczką
- Potwierdzenie likwidacji kopciucha ma być prostsze
- Ogrzewanie elektryczne zostanie ograniczone
- Najtrudniejsze sprawy nadal są otwarte
- Wniosek
Najważniejsza zmiana: rok własności zamiast trzech lat
Najgłośniejsza korekta dotyczy wymogu posiadania nieruchomości. Po reformie z 31 marca 2025 r. osoba składająca wniosek musiała co do zasady wykazać, że jest właścicielem lub współwłaścicielem budynku przez minimum trzy lata, z wyjątkiem nieruchomości nabytych w drodze spadku. Od 20 lipca ten okres ma zostać skrócony do jednego roku.
To ważne ułatwienie dla osób, które kupiły starszy dom właśnie po to, aby go ocieplić, wymienić źródło ciepła i obniżyć rachunki. Dotychczas mogły być blokowane przez warunek formalny, choć ich inwestycja idealnie wpisywała się w cel programu. Taka zasada miała ograniczać nadużycia, ale w praktyce uderzyła również w uczciwych nowych właścicieli.
Korekta po konsultacjach, a nie nowy program
Zmiany są efektem konsultacji społecznych, w których zgłoszono ponad 1,3 tys. uwag. To pokazuje, że reforma programu z 2025 r. była nie tylko próbą uszczelnienia systemu, lecz także źródłem nowych barier. NFOŚiGW i resort klimatu musiały więc częściowo wycofać się z rozwiązań, które okazały się zbyt sztywne albo zbyt trudne dla zwykłych beneficjentów.
Nie jest to jednak pełna przebudowa programu. Lipcowy pakiet obejmuje przede wszystkim te zmiany, które można wdrożyć szybciej. Głębsze rozwiązania, takie jak bon na audyt energetyczny, lista wykonawców czy dodatkowe zabezpieczenia przy zaliczkach, pozostają przedmiotem dalszych prac i konsultacji.
Limity kosztów lekko wzrosną, ale ogólny limit zostaje
Drugą zmianą jest podniesienie o 10 proc. limitów wsparcia dla wybranych prac termomodernizacyjnych, takich jak ocieplenie budynku czy wymiana okien i drzwi. Ma to znaczenie praktyczne, bo koszty materiałów i usług rosły, a sztywne stawki mogły sprawiać, że część realnych wydatków nie mieściła się w tabelach programu.
Jednocześnie nie zmienia się całkowity limit dotacji na termomodernizację. To znaczy, że korekta poprawia dopasowanie wybranych kosztów jednostkowych do rynku, ale nie daje beneficjentom zupełnie nowej puli pieniędzy. W praktyce może ułatwić rozliczenie części prac, lecz nie rozwiąże problemu wysokich kosztów głębokiej modernizacji domu.
Więcej czasu na inwestycję z zaliczką
Wydłużony ma zostać czas realizacji przedsięwzięcia finansowanego z zaliczki: ze 120 do 180 dni. To jedna z bardziej praktycznych zmian, bo przy pracach budowlanych cztery miesiące często okazywały się zbyt krótkie. Opóźnienia wykonawców, sezonowość, dostępność materiałów i formalności potrafią wykoleić nawet dobrze zaplanowaną inwestycję.
Dłuższy termin zmniejsza ryzyko, że beneficjent zostanie ukarany za okoliczności, na które ma ograniczony wpływ. Nie usuwa jednak zasadniczego problemu prefinansowania: zaliczki są najbardziej wrażliwą częścią programu, bo to wokół nich wcześniej pojawiały się nadużycia, spory z wykonawcami i przypadki, w których odpowiedzialność spadała na właściciela domu.
Potwierdzenie likwidacji kopciucha ma być prostsze
Poszerzony zostanie katalog osób, które mogą potwierdzać trwałe wyłączenie starego źródła ciepła. Oprócz kominiarzy będą mogli robić to także specjaliści z odpowiednimi uprawnieniami budowlanymi. To drobna, ale sensowna zmiana administracyjna, bo ogranicza zależność beneficjenta od jednej grupy fachowców i może przyspieszyć rozliczanie inwestycji.
W programie, który już wcześniej był krytykowany za skomplikowanie dokumentów i procedur, takie korekty mają znaczenie. Beneficjent nie powinien przegrywać z formalnością, jeśli faktycznie wymienił kopciucha i wykonał prace zgodnie z celem programu. Pytanie brzmi, czy pojedyncze uproszczenia wystarczą, by odbudować zaufanie do całego systemu.
Ogrzewanie elektryczne zostanie ograniczone
Od 2027 r. program nie będzie już wspierał ogrzewania elektrycznego innego niż pompy ciepła. O kwalifikacji do wsparcia ma decydować data wystawienia faktury zaliczkowej. Ten kierunek wpisuje się w logikę efektywności energetycznej, ale może być problematyczny dla osób, które planowały prostsze i tańsze rozwiązania elektryczne.
To kolejny przykład napięcia między celami programu a realiami domowych budżetów. Z perspektywy państwa lepsze są rozwiązania bardziej efektywne i trwałe. Z perspektywy części gospodarstw domowych najważniejsze jest jednak to, czy inwestycję da się w ogóle sfinansować i rozliczyć bez ryzyka wpadnięcia w długi.
Najtrudniejsze sprawy nadal są otwarte
Lipcowy pakiet nie odpowiada na wszystkie problemy, które narosły wokół „Czystego Powietrza”. Od wielu miesięcy wykonawcy alarmują o opóźnieniach w wypłatach i zatorach płatniczych, a część firm deklarowała, że przez brak pieniędzy znalazła się na granicy bankructwa albo już zakończyła działalność. Beneficjenci z kolei mierzyli się z niepewnością, czy wykonane prace zostaną rozliczone i czy nie zostaną sami z konsekwencjami cudzych błędów.
Właśnie dlatego nie wystarczy powiedzieć, że program został poprawiony. Zmniejszenie wymogu własności, dłuższy czas na zaliczkę i podniesienie części limitów są potrzebne, ale nie zamykają sprawy jakości obsługi wniosków, terminowości płatności, kontroli wykonawców i odpowiedzialności instytucji publicznych za przewidywalność programu.
Wniosek
Zmiany od 20 lipca są krokiem w dobrą stronę, bo zdejmują z beneficjentów część absurdalnych albo zbyt twardych barier wprowadzonych po reformie programu. Nie są jednak dowodem, że „Czyste Powietrze” zostało naprawione. Program nadal musi odzyskać zaufanie ludzi, którzy czekają na pieniądze, wykonawców, którzy finansowali prace z własnej kieszeni, i samorządów, które mają pomagać w jego obsłudze. Bez sprawnych wypłat, jasnej odpowiedzialności i realnej ochrony beneficjentów lipcowe korekty będą tylko technicznym plasterkiem na dużo głębszy kryzys.

