Spis treści
- ETS kosztował największe spółki energetyczne 31 mld zł. Państwo uzyskało 16,1 mld zł
- Dwie liczby opisują różne strony rynku
- Jak ETS wpływa na koszt produkcji energii
- Gdzie trafiły wpływy z polskich aukcji
- Atom, kolej, elektromobilność i Mój Prąd
- Dlaczego przemysł odczuwa ETS podwójnie
- Reforma systemu zdecyduje o kolejnych kosztach
- Jak czytać te kwoty z perspektywy odbiorcy
- Wniosek
- Źródła
ETS kosztował największe spółki energetyczne 31 mld zł. Państwo uzyskało 16,1 mld zł
Cztery największe grupy energetyczne w Polsce wydały w 2025 r. blisko 31 mld zł na uprawnienia do emisji CO2. W tym samym roku dochód państwa ze sprzedaży uprawnień wyniósł 16,1 mld zł. Te kwoty opisują dwa różne przepływy pieniędzy, dlatego nie można ich odejmować i traktować wyniku jako prostego bilansu systemu ETS.
Dwie liczby opisują różne strony rynku
Kwota 31 mld zł obejmuje wydatki Orlenu, PGE, Enei i Taurona na uprawnienia potrzebne do rozliczenia emisji. Koszt powstaje po stronie grup, które wytwarzają energię z paliw kopalnych i muszą umorzyć odpowiednią liczbę uprawnień. Wydatki zależą od wielkości emisji, cen EUA, wcześniejszych zakupów oraz polityki zabezpieczania cen. Nie są podatkiem wpłacanym w całości do polskiego budżetu.
Dochód 16,1 mld zł powstał ze sprzedaży polskiej puli uprawnień na aukcjach. Spółki mogą kupować uprawnienia również na rynku wtórnym, od innych uczestników i w różnym momencie. Jednocześnie aukcje obsługują nie tylko cztery wymienione grupy. Różnica między 31 mld a 16,1 mld zł nie pokazuje więc ani zysku państwa kosztem tych firm, ani straty Polski w systemie. To porównanie skali obciążeń przedsiębiorstw ze skalą krajowych wpływów aukcyjnych.
Jak ETS wpływa na koszt produkcji energii
EU ETS ogranicza łączną liczbę uprawnień do emisji w energetyce i przemyśle. Jedno uprawnienie odpowiada tonie dwutlenku węgla. Podmioty objęte systemem muszą rozliczyć emisje, a część potrzebnych jednostek kupują na aukcjach lub rynku wtórnym. Malejąca pula ma tworzyć ekonomiczny bodziec do ograniczania emisji i zastępowania najbardziej emisyjnych technologii czystszymi źródłami.
Elektrownia węglowa potrzebuje więcej uprawnień na każdą wyprodukowaną megawatogodzinę niż elektrownia gazowa, a źródło wiatrowe lub fotowoltaiczne nie ponosi kosztu emisji podczas produkcji. Koszt CO2 staje się zatem elementem kalkulacji ceny energii. Nie przechodzi jednak na każdy rachunek w identyczny sposób. Znaczenie mają także ceny paliw, sprawność bloków, kontrakty terminowe, koszty sieciowe, podatki oraz decyzje taryfowe.
Gdzie trafiły wpływy z polskich aukcji
Z dochodu osiągniętego w 2025 r. około 13,2 mld zł zasiliło budżet państwa. Kolejne 2,92 mld zł skierowano do Funduszu Rekompensat Pośrednich Kosztów Emisji, który łagodzi wpływ kosztów CO2 zawartych w cenie energii dla kwalifikujących się branż energochłonnych. Około 6,8 mln zł przeznaczono na funkcjonowanie Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami. Łączne polskie wpływy ze sprzedaży uprawnień w latach 2013–2025 osiągnęły 139,5 mld zł.
Od połowy 2023 r. państwa Unii mają wykorzystywać całość dochodów z aukcji lub ich równowartość na cele transformacji energetycznej, ochrony klimatu i łagodzenia społecznych skutków zmian. Środki mogą najpierw trafić do wspólnego budżetu, a następnie zostać wykazane przy finansowaniu kwalifikowanych działań. Dlatego informacja, że określony projekt został rozliczony w ramach dochodów ETS, nie zawsze oznacza osobny przelew bezpośrednio z konkretnej aukcji.
Atom, kolej, elektromobilność i Mój Prąd
Największą pozycją rozliczoną za 2025 r. było dokapitalizowanie Polskich Elektrowni Jądrowych skarbowymi papierami wartościowymi o wartości 4,6 mld zł. Około 2,9 mld zł przypisano systemowi rekompensat kosztów pośrednich dla sektorów energochłonnych, a 2,37 mld zł dofinansowaniu kolejowych przewozów pasażerskich. Równowartość obniżonej stawki VAT na bilety autobusowe i kolejowe wyniosła 1,78 mld zł.
Na liście znalazły się również obligacje dla PKP PLK na Krajowy Program Kolejowy o wartości 1,2 mld zł, obligacje dla CPK na część kolejową za 1,13 mld zł i 1 mld zł dla funduszu rozwoju publicznych przewozów autobusowych. Electromobility Poland otrzymało dokapitalizowanie warte 800 mln zł. Program Mój Prąd rozliczono w kwocie 641 mln zł, a pokrycie ujemnego salda systemu wsparcia OZE w kwocie 491 mln zł. Tak szeroki katalog wywołuje spór o to, które wydatki najszybciej obniżają emisje i przyszłe koszty energii.
Dlaczego przemysł odczuwa ETS podwójnie
Zakład energochłonny może odczuwać system bezpośrednio, jeśli sam rozlicza emisje, oraz pośrednio przez cenę kupowanej energii elektrycznej. Wyższe koszty zmniejszają marżę lub podnoszą cenę produktu. W branżach konkurujących z producentami spoza Unii powstaje ryzyko przenoszenia inwestycji do państw, w których emisje nie są wyceniane w podobny sposób. Temu mają przeciwdziałać bezpłatne przydziały, rekompensaty i mechanizm CBAM na granicy Unii.
Rekompensata nie usuwa całego kosztu, a dostęp do niej zależy od sektora i szczegółowych warunków. Z kolei trwałe obniżenie ekspozycji wymaga inwestycji w efektywność, elektryfikację, własne źródła, magazyny energii lub zmianę procesu technologicznego. Właśnie dlatego pojawia się postulat, aby większą część pieniędzy z ETS kierować bezpośrednio do podmiotów ponoszących koszt transformacji, zwłaszcza ciepłownictwa i przemysłu.
Reforma systemu zdecyduje o kolejnych kosztach
Spór w Unii dotyczy między innymi rezerwy stabilności rynkowej. Komisja Europejska i Rada UE popierają zatrzymanie trwałego kasowania części uprawnień zgromadzonych w rezerwie, aby w razie napięć można było zwiększyć podaż. Parlament Europejski proponuje wyższy próg rezerwy, lecz chce utrzymać mechanizm unieważniania nadwyżki. Różnica wpływa na wielkość przyszłego bufora i możliwość ograniczania gwałtownych skoków ceny EUA.
Polsce zależy na ochronie konkurencyjności przemysłu w okresie, gdy zeroemisyjne moce i sieci dopiero powstają. Państwa mające już większy udział niskoemisyjnej energetyki mogą łatwiej akceptować wysoką cenę CO2, która poprawia konkurencyjność ich źródeł. Jednocześnie zbyt duża podaż uprawnień osłabiłaby sygnał do inwestowania w redukcję emisji. Reforma musi więc pogodzić tempo transformacji, przewidywalność rynku i bezpieczeństwo dostaw.
Jak czytać te kwoty z perspektywy odbiorcy
Gospodarstwo domowe nie powinno dzielić 31 mld zł przez liczbę rachunków i uznawać wyniku za swoją opłatę za ETS. Spółki działają w wielu segmentach, kupują uprawnienia w różnych okresach, a cena detaliczna obejmuje liczne elementy. Przy ocenie rachunku ważniejsze są taryfa lub umowa, zużycie, opłaty sieciowe i bieżąca sytuacja na rynku energii. Koszt emisji pozostaje jednym z istotnych składników, ale nie jedynym.
Dla firmy bardziej użyteczna jest analiza udziału kosztu energii i CO2 w jednostkowym koszcie produktu oraz scenariuszy ceny uprawnień. Dla państwa kluczowe jest mierzenie efektów wydatków: ile nowych mocy, oszczędności energii lub redukcji emisji powstało dzięki finansowaniu. Sama zgodność pozycji z szerokim katalogiem celów ETS nie rozstrzyga, czy pieniądze wykorzystano w sposób dający największą korzyść odbiorcom.
Wniosek
Koszt 31 mld zł po stronie największych grup energetycznych i 16,1 mld zł dochodu państwa nie tworzą prostego rachunku zysków i strat. Pokazują jednak, jak duże pieniądze przepływają przez system wyceny emisji. Ocena ETS powinna obejmować trzy elementy jednocześnie: wpływ kosztu CO2 na energię i przemysł, skuteczność wydawania dochodów aukcyjnych oraz tempo budowy źródeł, sieci i technologii ograniczających potrzebę kupowania uprawnień. Bez tej ostatniej części koszty pozostaną wysokie, nawet jeśli zmieni się sposób dzielenia wpływów.
Źródła i weryfikacja
- Ministerstwo Klimatu i Środowiska
- Komisja Europejska
- Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami

