Przejdź do treści

Polityka

Lekarz-radny z 1,6 mln zł przychodu rezygnuje z KO.

Lekarz-radny z 1,6 mln zł przychodu rezygnuje z KO.
KGRedakcja Gefmo
15 czerwca 20265 min czytania
Udostępnij:fXin

Obraz wygenerowany przez AI

Sprawa Dawida Kacprzyka, lekarza w trakcie specjalizacji i radnego warszawskiego Ursusa związanego z Koalicją Obywatelską, stała się jednym z najgłośniejszych tematów ostatnich dni.

Według doniesień medialnych, w oświadczeniu majątkowym za 2025 rok wykazał on około 1,6 mln zł przychodu z działalności medycznej. Media podały również, że w samym Warszawskim Szpitalu Południowym miał przepracować 3976 godzin, czyli średnio 331 godzin miesięcznie.

To prawie 11 godzin pracy dziennie przez cały rok — wliczając weekendy i święta.

Po publikacjach medialnych Dawid Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej. Sprawą zajęła się także Naczelna Izba Lekarska, a warszawski ratusz rozpoczął kontrolę w Szpitalu Południowym.

1,6 mln zł z usług medycznych

Sama wysokość przychodu nie przesądza jeszcze o nieprawidłowościach. Lekarze kontraktowi mogą osiągać wysokie wynagrodzenia, szczególnie gdy pracują w kilku placówkach i rozliczają się w ramach działalności gospodarczej.

W tej sprawie kontrowersje dotyczą jednak nie tylko pieniędzy.

Najwięcej pytań budzi fakt, że Dawid Kacprzyk jest lekarzem w trakcie specjalizacji, a według mediów miał pełnić funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Warszawskim Szpitalu Południowym.

SOR to jedno z najbardziej wymagających miejsc w systemie ochrony zdrowia. Tam decyzje podejmuje się pod presją czasu, a zmęczenie lub nieobecność lekarza mogą mieć bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo pacjentów.

Rezygnacja z KO nie zamyka sprawy

15 czerwca 2026 roku Marcin Kierwiński, szef warszawskich struktur Koalicji Obywatelskiej i minister spraw wewnętrznych, poinformował, że przyjął rezygnację Dawida Kacprzyka z członkostwa w KO.

To ważny gest polityczny, ale nie rozwiązuje najważniejszego problemu.

Rezygnacja z partii nie odpowiada na pytanie, jak działał system nadzoru w publicznym szpitalu.

Bo jeśli jedna osoba miała wykazać tak dużą liczbę godzin pracy, trzeba zapytać:

  • kto zatwierdzał grafiki?
  • kto kontrolował realną obecność na dyżurach?
  • kto akceptował rozliczenia?
  • czy pacjenci byli odpowiednio zabezpieczeni?
  • czy podobne sytuacje występowały w innych placówkach?

NIL i ratusz reagują

Według informacji medialnych Naczelna Izba Lekarska złożyła zawiadomienie do pionu odpowiedzialności zawodowej. Sprawdzane mają być między innymi doniesienia dotyczące możliwego opuszczania dyżurów oraz kolizji grafiku pracy z innymi aktywnościami publicznymi.

Na tym etapie trzeba jasno zaznaczyć: to są kwestie wymagające formalnego wyjaśnienia przez właściwe instytucje.

Rafał Trzaskowski zarządził pilny audyt w Warszawskim Szpitalu Południowym. Zapowiedział także kontrolę w pozostałych miejskich SOR-ach.

To ważne, bo sprawa może nie dotyczyć wyłącznie jednej osoby.

Może pokazywać szerszy problem: nieprzejrzyste kontrakty, przeciążone SOR-y, słaby nadzór nad grafikami i brak pełnej kontroli nad publicznymi pieniędzmi.

To nie tylko sprawa jednego lekarza

Najłatwiej byłoby sprowadzić całą sprawę do jednego nazwiska.

Ale publiczny szpital nie działa sam z siebie.

Ktoś podpisuje umowy.
Ktoś układa grafiki.
Ktoś zatwierdza dyżury.
Ktoś rozlicza faktury.
Ktoś odpowiada za organizację pracy oddziału.

Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi tylko:

ile zarobił Dawid Kacprzyk?

Najważniejsze pytanie brzmi:

jak działa system, który pozwala na tak ekstremalne liczby godzin i tak wysokie rozliczenia w publicznej ochronie zdrowia?

Polityka, medycyna i pieniądze podatników

Sprawa ma wymiar polityczny, bo Dawid Kacprzyk był radnym dzielnicy Ursus i członkiem Koalicji Obywatelskiej.

Ale nie powinna zostać sprowadzona wyłącznie do partyjnej awantury.

Tu chodzi o publiczny szpital, publiczne pieniądze i bezpieczeństwo pacjentów.

Jeżeli w samorządowej ochronie zdrowia pojawiają się tak wysokie rozliczenia i tak duża liczba godzin pracy jednej osoby, obywatele mają prawo oczekiwać pełnej przejrzystości.

Zwłaszcza wtedy, gdy pacjenci miesiącami czekają na wizyty, SOR-y są przeciążone, a wielu medyków pracuje w trudnych warunkach za znacznie niższe wynagrodzenia.

Co powinien wyjaśnić audyt?

Audyt nie powinien skończyć się ogólnym komunikatem.

Powinien odpowiedzieć na konkretne pytania:

  • ile godzin faktycznie przepracował lekarz?
  • czy wszystkie dyżury zostały realnie wykonane?
  • czy grafik kolidował z aktywnością polityczną i medialną?
  • kto zatwierdzał harmonogram pracy?
  • kto akceptował rozliczenia?
  • czy funkcja koordynatora SOR była obsadzona zgodnie z wymaganiami?
  • czy podobne przypadki występowały w innych miejskich SOR-ach?

Dopiero odpowiedzi na te pytania pokażą, czy mamy do czynienia z jednostkową kontrowersją, czy z poważniejszym problemem organizacyjnym.

Wnioski

Sprawa Dawida Kacprzyka jest głośna, bo łączy kilka tematów naraz: pieniądze, politykę, publiczne szpitale, bezpieczeństwo pacjentów i zaufanie do instytucji.

Ale jej najważniejszy wymiar jest systemowy.

Jeżeli w publicznym szpitalu możliwe są tak ekstremalne liczby godzin i tak wysokie rozliczenia, to obywatele mają prawo zapytać: gdzie był nadzór?

Dobrze, że rozpoczęto kontrole.

Dobrze, że sprawą zainteresowała się Naczelna Izba Lekarska.

Dobrze, że temat nie został zamieciony pod dywan.

Teraz najważniejsze jest jedno:

opinia publiczna powinna poznać konkretne odpowiedzi, a nie ogólny komunikat o zakończeniu audytu.

Bo ochrona zdrowia to nie miejsce na niedopowiedzenia.

Tu chodzi o życie ludzi i pieniądze podatników.


Nota redakcyjna: Tekst opiera się na doniesieniach medialnych oraz publicznie dostępnych informacjach. Do czasu zakończenia kontroli i ewentualnych postępowań wszystkie zarzuty dotyczące nieprawidłowości należy traktować jako wymagające wyjaśnienia przez właściwe instytucje.