Nowe unijne obowiązki opakowaniowe tworzą dla mikrofirm problem, który nie sprowadza się do samej opłaty środowiskowej. Największy ciężar pojawia się przy rejestracjach, przedstawicielach i obsłudze formalności w każdym państwie sprzedaży. Dla małego sklepu internetowego ekspansja w UE może więc przestać być naturalnym etapem rozwoju, a stać się kosztownym projektem compliance.
Co zmieniło się po 12 sierpnia
Od 12 sierpnia w Polsce stosowane są nowe zasady wynikające z unijnego rozporządzenia PPWR, czyli regulacji dotyczącej opakowań i odpadów opakowaniowych. Dla dużych firm jest to kolejny pakiet obowiązków środowiskowych. Dla małych sklepów internetowych problem jest ostrzejszy, bo dotyka samej opłacalności sprzedaży za granicę.
Jeżeli polska firma wysyła zapakowany produkt bezpośrednio do konsumenta w innym kraju Unii Europejskiej, może wejść w lokalne obowiązki rozszerzonej odpowiedzialności producenta. W praktyce oznacza to konieczność sprawdzenia zasad w państwie docelowym, rejestracji i zapewnienia obsługi formalnej, często oddzielnie dla każdego rynku.
Problemem nie jest sam karton
Najbardziej mylące w tej sprawie jest to, że koszt faktycznego zagospodarowania kilku kilogramów kartonu czy folii może być niewielki. Mikrofirmy nie alarmują głównie z powodu opłaty za opakowanie, lecz z powodu stałych kosztów wejścia do systemu. Przy małej liczbie transakcji do Austrii, Francji czy Włoch opłata środowiskowa może być symboliczna, ale obsługa formalności już nie.
To zmienia rachunek ekonomiczny sprzedaży transgranicznej. Jeżeli firma zarabia na danym rynku kilkaset albo kilka tysięcy euro rocznie, a musi utrzymywać rejestrację, przedstawiciela i zaplecze do raportowania, koszt administracyjny może pochłonąć zysk. Przy wielu krajach łączny koszt obsługi może sięgnąć skali, która dla mikroprzedsiębiorcy jest barierą wejścia.
Jednolity rynek z lokalnymi bramkami
Największe napięcie polega na tym, że jednolity rynek miał ułatwiać małym firmom sprzedaż w całej Europie. PPWR w obecnym kształcie może zadziałać odwrotnie: formalnie reguły są wspólne, ale wykonanie obowiązków nadal rozbija się o krajowe systemy EPR. Dla dużych podmiotów to koszt wpisany w dział prawny i finansowy. Dla małego sklepu to często decyzja właściciela, czy w ogóle kontynuować wysyłkę za granicę.
Najbardziej narażone są firmy, które testują popyt w kilku państwach jednocześnie. Dotąd mogły sprzedawać przez własny sklep lub marketplace i rozwijać eksport krok po kroku. Teraz już pierwsze zamówienia mogą wymagać sprawdzenia, czy sprzedaż do danego kraju nie uruchamia obowiązków, których obsługa przekracza sens ekonomiczny transakcji.
Platformy pomagają, ale nie zdejmują całego ciężaru
Jednym z możliwych rozwiązań jest przeniesienie części obowiązków na platformy internetowe. Taki model może pomóc w raportowaniu i płaceniu należności w imieniu sprzedawcy, zwłaszcza gdy sprzedaż odbywa się przez marketplace. Nie usuwa jednak automatycznie wszystkich wymogów, szczególnie tych związanych z lokalną rejestracją i przedstawicielem.
Dla przedsiębiorcy różnica jest zasadnicza. Jeżeli platforma obsłuży tylko raportowanie, ale sprzedawca nadal musi najpierw wejść do krajowego systemu i utrzymywać formalną reprezentację, bariera zostaje. To może prowadzić do sytuacji, w której mikrofirmy ograniczą listę krajów dostawy, nawet jeśli technicznie i logistycznie mogłyby obsłużyć klientów z całej UE.
Kto powinien sprawdzić ryzyko
Najpilniej temat powinny przeanalizować sklepy sprzedające produkty fizyczne w opakowaniach do konsumentów z innych państw UE. Dotyczy to nie tylko producentów, ale także marek własnych, małych manufaktur, firm sportowych, kosmetycznych, rękodzielniczych, odzieżowych i wszystkich sprzedawców, którzy wysyłają towary w kartonach, kopertach, folii lub z elementami ochronnymi.
Warto przygotować prostą mapę rynków: gdzie firma sprzedaje, jaki ma wolumen, jakiego typu opakowania wprowadza i jakie obowiązki mogą powstać w każdym kraju. Dopiero potem można policzyć, czy sprzedaż ma sens, czy wymaga zmiany modelu, czy lepiej czasowo ograniczyć dostawy do części państw.
Czego oczekują mali przedsiębiorcy
Najbardziej praktyczne postulaty dotyczą progu de minimis dla niewielkiej sprzedaży transgranicznej, zwolnienia małych wolumenów z obowiązku utrzymywania lokalnego przedstawiciela oraz stworzenia jednego europejskiego okienka podobnego do systemu VAT OSS. Taki model pozwoliłby rozliczać obowiązki w jednym miejscu, bez osobnej administracyjnej ścieżki dla każdego kraju.
Dopóki takiego uproszczenia nie ma, przedsiębiorcy będą wybierać między zgodnością z przepisami a skalą sprzedaży. To szczególnie dotkliwe dla firm, które dopiero zaczynają eksport i nie wiedzą jeszcze, na których rynkach znajdą stałych klientów. Regulacja środowiskowa może więc niezamierzenie faworyzować duże podmioty z rozbudowanymi działami prawnymi.
Skutek może odczuć także konsument
Jeżeli małe sklepy ograniczą dostawy do wybranych państw, konsumenci stracą część niszowej oferty. Dotyczy to zwłaszcza produktów specjalistycznych, krótkich serii, rękodzieła i marek, które nie mają własnych oddziałów za granicą. Jednolity rynek działa najlepiej wtedy, gdy klient może kupić produkt z innego kraju bez wielkiej różnicy między dużą platformą a małą firmą.
Drugim skutkiem mogą być wyższe ceny. Koszt obsługi formalnej nie znika, tylko musi zostać doliczony do marży albo pokryty przez sprzedawcę. Duże firmy rozłożą go na większy wolumen, a małe będą miały mniej miejsca na amortyzację. W rezultacie część produktów może zdrożeć, a część po prostu zniknąć z oferty dla zagranicznych klientów.
Co firma może zrobić od razu
Pierwszym krokiem powinno być rozdzielenie sprzedaży krajowej i zagranicznej w danych sklepu. Firma musi wiedzieć, do których państw wysyła produkty, ile opakowań faktycznie tam trafia i czy sprzedaż odbywa się przez własny sklep, marketplace czy dystrybutora. Bez tych danych nie da się policzyć, czy obowiązki są problemem realnym, czy tylko potencjalnym.
Drugim krokiem jest decyzja o priorytetach. Jeżeli kilka krajów daje znikomy obrót, a generuje pełny koszt obsługi formalnej, czasowe wyłączenie dostaw może być rozsądne. Jeżeli rynek jest perspektywiczny, lepiej sprawdzić lokalne wymogi, usługi platform i koszt przedstawiciela, zanim sprzedaż wzrośnie na tyle, że problem stanie się pilny.
Wniosek
PPWR ma realizować ważny cel środowiskowy, ale w praktyce uderza w punkt, w którym małe firmy są najsłabsze: stałe koszty administracyjne. Jeżeli przepisy nie zostaną uproszczone dla niskiej skali sprzedaży, część mikroprzedsiębiorców może wycofać się z rynków unijnych nie dlatego, że nie ma klientów, lecz dlatego, że formalności zjedzą całą marżę.
Źródła i weryfikacja
- Business Insider Polska
- Komisja Europejska
- Rada Unii Europejskiej

