Kilkanaście osób z kopalni Wujek zapowiedziało pozostanie pod ziemią po porannej zmianie. Tłem są decyzje dotyczące likwidacji zakładu, możliwe odwołanie dyrektora i żądanie, aby część prac wykonywali górnicy z kopalni, a nie firmy zewnętrzne. To pokazuje, że transformacja po węglu rozgrywa się nie tylko w strategiach i konkursach urbanistycznych, lecz także w codziennej organizacji pracy.
Co zapaliło protest
Bezpośrednim punktem sporu jest sposób prowadzenia likwidacji Wujka. Część załogi sprzeciwia się możliwemu odwołaniu jednego z dyrektorów odpowiedzialnych za ten proces. Pracownicy uważają, że dotychczasowe decyzje ograniczały koszty i porządkowały zamykanie zakładu. Dlatego zapowiedź zmian kadrowych odebrali nie jako zwykłą korektę organizacyjną, lecz jako ryzyko dla całego modelu likwidacji.
Drugi element jest równie ważny: górnicy chcą, aby możliwie dużo prac wykonywali ludzie z kopalni, a nie zewnętrzni wykonawcy. W ich logice to nie tylko obrona miejsc pracy. To także argument o znajomości terenu, instalacji, wyrobisk, zagrożeń i historii miejsca. Likwidacja kopalni nie jest zwykłym remontem przemysłowym, więc spór o wykonawców szybko staje się sporem o odpowiedzialność.
Wujek nie jest zwykłym zakładem
Kopalnia Wujek działała przez 127 lat i ma znaczenie większe niż przemysłowe. Dla Katowic jest częścią historii miasta, dla wielu rodzin miejscem pracy kilku pokoleń, a dla Polski symbolem pacyfikacji z 16 grudnia 1981 r., w której zginęło dziewięciu górników. Dlatego każda decyzja dotycząca zakładu jest odbierana nie tylko przez pryzmat kosztorysu, lecz także pamięci i godności załogi.
Symboliczne zakończenie działalności 1 kwietnia 2026 r. nie zakończyło życia tego miejsca. Rozpoczęło czteroletni okres przejściowy, w którym trzeba zabezpieczyć infrastrukturę, przygotować teren do nowych funkcji i pogodzić interesy spółki, miasta, pracowników oraz mieszkańców. To właśnie w tym okresie najłatwiej o konflikty, bo stary porządek już się skończył, a nowy dopiero powstaje.
Likwidacja to praca na lata
Plan likwidacji obejmuje zabezpieczenie około 27,5 km wyrobisk, ochronę sąsiednich kopalń i porządkowanie obiektów na powierzchni. Ponad 300 pracowników z około 700-osobowej załogi ma być zaangażowanych w sam proces zamykania. Pozostali mogą zostać przeniesieni do innych części PGG albo skorzystać z osłon, w tym urlopów górniczych i jednorazowych odpraw.
Te liczby pokazują, że zamykanie kopalni jest osobnym przedsięwzięciem przemysłowym. Trzeba utrzymywać bezpieczeństwo techniczne, kontrolować zagrożenia wodne, gazowe i pożarowe, a jednocześnie prowadzić rozbiórki, porządkowanie majątku i przygotowanie do rewitalizacji. Każda zmiana kadrowa lub wykonawcza może wpływać na tempo, koszty i zaufanie załogi.
Firmy zewnętrzne kontra własna załoga
Spór o firmy zewnętrzne jest jednym z najczulszych punktów transformacji górnictwa. Z perspektywy spółki przetargi i specjalistyczni wykonawcy mogą być potrzebni tam, gdzie liczy się sprzęt, certyfikaty albo doświadczenie w rozbiórkach. Z perspektywy pracowników zbyt szerokie oddawanie zadań na zewnątrz może oznaczać marnowanie kompetencji ludzi, którzy znają zakład od środka.
W takich sytuacjach nie wystarczy ogólne zapewnienie, że wszystko mieści się w harmonogramie. Potrzebny jest jasny podział: które prace muszą wykonać wykonawcy zewnętrzni, które może przejąć załoga, kto odpowiada za nadzór i jak liczony jest koszt. Bez takiej przejrzystości każda decyzja o zleceniu zadania poza kopalnię będzie wzmacniała podejrzenie, że transformacja odbywa się ponad głowami pracowników.
Bezpieczeństwo i odpowiedzialność
Likwidacja zakładu górniczego wiąże się z realnym ryzykiem. Prace rozbiórkowe, stare konstrukcje, infrastruktura przemysłowa i ruch na terenie zakładu wymagają ścisłego nadzoru. Wypadki przy tego typu pracach pokazują, że procedury bezpieczeństwa nie mogą być dodatkiem do harmonogramu. Muszą decydować o tym, kto wykonuje zadanie, jakim sprzętem i pod czyją kontrolą.
Pracownicy kopalni mają w tej dyskusji mocny argument doświadczenia, ale doświadczenie też wymaga formalnego uporządkowania. Jeżeli załoga ma wykonywać więcej prac likwidacyjnych, musi mieć aktualne szkolenia, jasne kompetencje i sprzęt. Jeżeli zadania trafiają do zewnętrznych firm, spółka musi pokazać, że nadzór jest realny, a nie tylko zapisany w dokumentach.
Ludzie między osłonami a niepewnością
Pakiety osłonowe są potrzebne, ale nie rozwiązują całego problemu. Część pracowników chce dalej pracować, część myśli o urlopach górniczych, część obserwuje, czy obietnice przeniesienia do innych zakładów będą realne. W takim momencie dyrektor odpowiedzialny za likwidację staje się dla załogi nie tylko przełożonym, ale też gwarantem ciągłości i przewidywalności.
Niepewność działa szybciej niż oficjalne dokumenty. Plotka o odwołaniu, brak wyjaśnień albo nagła zmiana wykonawcy mogą wystarczyć, aby ludzie uznali, że tracą wpływ na proces. Dlatego protest w Wujku trzeba czytać szerzej niż przez liczbę osób pod ziemią. To sygnał, że społeczna część transformacji jest równie wymagająca jak techniczna.
Co musi wyjaśnić PGG
Najważniejsze pytania są konkretne. Czy dojdzie do zmiany dyrektora odpowiedzialnego za likwidację? Jeżeli tak, z jakiego powodu i z jakim planem ciągłości? Jakie prace mają wykonywać firmy zewnętrzne, a jakie pracownicy kopalni? Jak spółka liczy oszczędności, bezpieczeństwo i terminowość? Bez odpowiedzi na te kwestie protest może rozszerzyć się z pojedynczej zmiany na spór o cały model zamykania zakładu.
Równolegle miasto i PGG prowadzą rozmowę o przyszłości terenu. Porozumienie obejmuje przekazanie ważnych obiektów infrastruktury i przygotowanie około 100 ha do nowych funkcji. Ten plan ma sens tylko wtedy, gdy proces likwidacji nie straci zaufania społecznego. Rewitalizacja Wujka nie może zaczynać się od poczucia, że ludzie, którzy ten teren znają najlepiej, zostali odsunięci na bok.
Wniosek
Protest w Wujku pokazuje najtrudniejszą stronę odchodzenia od węgla: zamknięcie kopalni jest decyzją gospodarczą, techniczną i społeczną jednocześnie. Jeżeli zabraknie przejrzystości, spór o jednego dyrektora lub jedną firmę zewnętrzną może stać się symbolem większego lęku załogi. Udana transformacja wymaga nie tylko planu dla terenu, ale też uczciwej rozmowy z ludźmi, którzy zostają z odpowiedzialnością za bezpieczne zamknięcie zakładu.
Źródła i weryfikacja
- RMF24
- PGG
- Wyższy Urząd Górniczy

