Mecenas Bartosz Lewandowski powołał się na doniesienia medialne oraz wypowiedzi przedstawicieli polskich władz, z których ma wynikać, że Romanowski może znajdować się poza obszarem UE. Sam podkreślił, że tych informacji nie uzyskał bezpośrednio od klienta.
To ważne rozróżnienie. Na dziś publicznie nie ma pewności, gdzie dokładnie przebywa Marcin Romanowski. Są medialne doniesienia, wypowiedzi polityków i informacje o działaniach służb, ale nie ma komunikatu o skutecznym zatrzymaniu ani oficjalnym potwierdzeniu miejsca pobytu.
O co chodzi w sporze o ENA?
Europejski Nakaz Aresztowania działa w ramach współpracy państw Unii Europejskiej. W polskim Kodeksie postępowania karnego art. 607a wskazuje, że sąd okręgowy może wydać ENA, gdy istnieje podejrzenie, że osoba ścigana może przebywać na terytorium państwa członkowskiego UE.
To jest punkt, na którym opiera się argument obrony. Jeśli Romanowski rzeczywiście przebywa w Serbii, która nie należy do Unii Europejskiej, ENA nie byłby tam mechanizmem wykonania zatrzymania. W takim scenariuszu w grę wchodziłyby inne procedury, przede wszystkim klasyczna współpraca ekstradycyjna albo poszukiwania międzynarodowe.
Ale to nie oznacza automatycznie, że ENA musi zostać uchylony. Sąd będzie musiał ocenić, czy nadal istnieje uzasadnione podejrzenie, że poszukiwany może przebywać albo przemieszczać się po terytorium UE. W praktyce przy osobie, której miejsce pobytu nie jest pewne, sprawa nie jest zero-jedynkowa.
Kluczowe pytanie brzmi więc nie: czy Serbia jest w UE, bo nie jest. Kluczowe pytanie brzmi: czy polskie organy mają podstawy, by nadal zakładać, że Romanowski może znaleźć się w państwie członkowskim UE.
Co wiemy o dotychczasowych decyzjach?
Sąd Okręgowy w Warszawie wydał ENA wobec Romanowskiego w lutym 2026 roku. Wcześniejszy nakaz, wydany w grudniu 2024 roku, został uchylony w grudniu 2025 roku na wniosek obrony. Po tej decyzji prokuratura ponownie wystąpiła o ENA i sąd uwzględnił wniosek.
Romanowski od grudnia 2024 roku przebywał na Węgrzech, gdzie uzyskał azyl polityczny. Associated Press informowała wówczas, że sprawa wywołała napięcie dyplomatyczne między Warszawą i Budapesztem, a Komisja Europejska przypominała o obowiązkach państw członkowskich związanych z wykonywaniem ENA.
Później sytuacja stała się mniej jasna. Romanowski opuścił mieszkanie w Budapeszcie, a media informowały, że mógł być widziany w Serbii i Chorwacji. Prokurator Krajowy Dariusz Korneluk mówił, że odpowiednie służby monitorują, gdzie może przebywać Romanowski, a po ustaleniu miejsca pobytu ma zostać zatrzymany zgodnie z ENA.
Trzeba oddzielić trzy poziomy sprawy
W tej sprawie łatwo mieszać prawo, politykę i emocje. A to błąd. Są tu trzy oddzielne poziomy:
- Poziom procesowy: czy ENA spełnia przesłanki z Kodeksu postępowania karnego i czy są podstawy do jego dalszego utrzymywania.
- Poziom faktyczny: gdzie naprawdę przebywa Romanowski i czy polskie służby potrafią to ustalić.
- Poziom polityczny: czy sprawa Funduszu Sprawiedliwości jest rozliczana skutecznie, czy zamienia się w długotrwały konflikt instytucjonalny i propagandowy.
Dla państwa najważniejszy jest poziom drugi i trzeci. Jeśli osoba publiczna, wobec której prokuratura formułuje poważne zarzuty, przez długi czas pozostaje poza zasięgiem krajowych organów, to obniża zaufanie do skuteczności całego systemu.
Jednocześnie trzeba jasno powiedzieć: zarzuty nie są wyrokiem. Romanowski korzysta z prawa do obrony, a o winie może rozstrzygnąć wyłącznie sąd.
Sprawa Funduszu Sprawiedliwości ma znaczenie systemowe
Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości, jest jedną z kluczowych postaci śledztwa dotyczącego Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratura wiąże sprawę z podejrzeniami nieprawidłowości przy wydatkowaniu publicznych pieniędzy. Romanowski i jego obrona przedstawiają sprawę jako polityczną.
Właśnie dlatego państwo musi działać szczególnie precyzyjnie. Jeśli organy ścigania popełniają błędy formalne, dają obronie argumenty i osłabiają wiarygodność postępowania. Jeśli natomiast obrona wykorzystuje każdy instrument procesowy do odsuwania realnej odpowiedzialności przed sądem, system musi umieć reagować zgodnie z prawem, ale skutecznie.
To nie jest detal proceduralny. W sprawach dotyczących pieniędzy publicznych państwo nie może pozwolić sobie ani na polityczny spektakl, ani na procesową nieudolność.
Serbia zmienia układ, ale nie zamyka sprawy
Jeśli Romanowski rzeczywiście przebywa w Serbii, sytuacja staje się bardziej skomplikowana. Serbia jest państwem kandydującym do UE, ale nie jest członkiem Unii. Oznacza to, że mechanizm ENA nie działa tam tak jak w państwach członkowskich.
To nie znaczy jednak, że Polska jest bezradna. Możliwe są inne instrumenty współpracy międzynarodowej, w tym procedury ekstradycyjne. Są one zwykle wolniejsze, bardziej sformalizowane i bardziej podatne na argumenty polityczne niż ENA.
Dla polskiego państwa oznacza to jedno: trzeba mieć przygotowane równoległe scenariusze. Jeśli Romanowski jest w UE, liczy się ENA. Jeśli jest poza UE, potrzebna jest ścieżka ekstradycyjna. Jeśli jego miejsce pobytu jest niepewne, potrzebna jest skuteczna praca operacyjna i dyplomatyczna.
Wniosek: państwo musi wygrać legalnością i skutecznością
Wniosek obrońcy Romanowskiego może być próbą wykorzystania luki między stanem wiedzy publicznej a stanem wiedzy organów ścigania. Jeśli przedstawiciele państwa sugerują, że poszukiwany jest poza UE, obrona naturalnie wykorzystuje to do podważania ENA.
To pokazuje szerszy problem: w tak wrażliwych sprawach komunikacja państwa musi być bardzo ostrożna. Każde publiczne zdanie ministra, prokuratora czy funkcjonariusza może później stać się argumentem procesowym.
Sprawa Romanowskiego jest testem nie tylko dla prokuratury, ale dla całego państwa: czy potrafi rozliczać poważne zarzuty wobec byłych urzędników bez chaosu, przecieków i proceduralnych potknięć.
Jeżeli zarzuty są poważne, powinny zostać rzetelnie rozpoznane przez sąd. Jeżeli obrona ma rację co do błędów formalnych, sąd powinien je ocenić. Ale najgorszy scenariusz byłby inny: wieloletni spór, w którym wszyscy mówią o odpowiedzialności, a nikt nie doprowadza sprawy do końca.
Bo w państwie prawa nie chodzi o to, żeby wygrać konferencję prasową. Chodzi o to, żeby sprawa trafiła przed sąd i została rozstrzygnięta w procedurze, której nie da się łatwo podważyć.

