Co powiedział szef MSZ
Wypowiedź padła przy okazji szczytu NATO w Ankarze, odbywającego się 7-8 lipca 2026 r. Sikorski poinformował, że rozmawiał o sprawie z ministrem spraw zagranicznych Ukrainy Andrijem Sybihą. Jego odpowiedź była chłodna i ostrożna: emocje należy tonować, bo to Ukraina wciąż potrzebuje zachodniego wsparcia, a Polska należy do państw, które poniosły bardzo duży koszt polityczny, wojskowy i społeczny pomocy dla Kijowa.
W tle znalazły się wypowiedzi Kyryła Budanowa, od stycznia 2026 r. szefa Biura Prezydenta Ukrainy, wcześniej wieloletniego szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego. Według relacji medialnych Budanow zarzucił Polsce eskalowanie napięcia i stwierdził, że Ukraina nie będzie przyjmować ultimatum w sprawach historycznych. Taki język, nawet jeśli jest kierowany głównie do ukraińskiej opinii publicznej, w Polsce musi wywoływać reakcję.
Wołyń nie jest zwykłym sporem o symbole
Największym błędem byłoby potraktowanie tego napięcia jak typowej dyplomatycznej sprzeczki. 11 lipca w Polsce jest dniem pamięci ofiar ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej. Data odsyła do kulminacji zbrodni wołyńskiej w 1943 r., gdy oddziały UPA zaatakowały jednocześnie dziesiątki polskich miejscowości. To nie jest temat, który da się zamknąć jednym komunikatem o potrzebie dobrych relacji.
Dlatego polska dyplomacja musi mówić dwoma językami naraz. Pierwszy jest językiem bezpieczeństwa: Rosja pozostaje wspólnym zagrożeniem, a osłabienie Ukrainy uderzałoby także w interes Polski. Drugi jest językiem pamięci i elementarnej sprawiedliwości: sojusz z Kijowem nie może oznaczać zgody na relatywizowanie OUN, UPA ani zbrodni na polskiej ludności cywilnej.
Kijów testuje granice polskiej cierpliwości
Ostatnie miesiące pokazały, że ukraińska polityka historyczna coraz częściej zderza się z polską wrażliwością. Nadanie jednostce wojskowej nazwy odwołującej się do UPA czy dyskusje wokół Panteonu Narodowego, w którym mogą zostać upamiętnione postacie związane z OUN i UPA, nie są dla Polski drobnymi gestami. To sygnały, które wzmacniają przekonanie, że Kijów oczekuje wsparcia, ale nie zawsze rozumie, jaką cenę polityczną płacą za nie polskie władze.
Sikorski ma rację, że eskalacja słowna służy przede wszystkim Rosji. Ale samo tonowanie emocji nie wystarczy, jeśli po stronie ukraińskiej rośnie pokusa stawiania Polski przed faktem dokonanym. Przyjaźń państw nie polega na tym, że jedna strona ma milczeć, gdy druga uderza w jej pamięć zbiorową. Zwłaszcza wtedy, gdy ta pierwsza strona jest jednym z najważniejszych kanałów wsparcia dla walczącego państwa.
Polska odpowiedź powinna być spokojna, ale twarda
Najrozsądniejsza linia Warszawy to połączenie pomocy dla Ukrainy z konsekwentnym domaganiem się prawdy, ekshumacji, godnego upamiętnienia ofiar i rezygnacji z gloryfikowania formacji odpowiedzialnych za czystki etniczne. To nie jest antyukraińska obsesja, lecz warunek dojrzałego partnerstwa. Jeśli Kijów chce być traktowany jak przyszły członek zachodniej wspólnoty politycznej, musi przyjąć także zachodnie standardy rozmowy o winie, ofiarach i odpowiedzialności.
Polskie władze nie powinny jednak wpadać w pułapkę gestów pisanych pod krajową publiczność. Reakcja ma być skuteczna, nie teatralna. Oznacza to stałe podnoszenie sprawy w rozmowach z ukraińskim MSZ, wiązanie jej z konkretnym kalendarzem działań, a nie z pustymi deklaracjami, oraz pilnowanie, by spór historyczny nie zablokował współpracy wojskowej tam, gdzie chodzi o bezpieczeństwo Polski.
Wniosek
Słowa Sikorskiego o tonowaniu emocji są zrozumiałe w realiach wojny i szczytu NATO, ale nie mogą stać się wygodną formułą do odkładania Wołynia na później. Polska ma interes w silnej Ukrainie, lecz ma też obowiązek bronić pamięci własnych obywateli zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów. Najlepsza odpowiedź Warszawy powinna być pozbawiona histerii, ale bardzo stanowcza: wsparcie dla Kijowa tak, przemilczanie UPA i zbrodni wołyńskiej nie. Dopiero taka równowaga pozwala uniknąć zarówno rosyjskiej gry na podział, jak i polskiej bezradności wobec coraz ostrzejszej ukraińskiej polityki historycznej.

