Spis treści
- Umowy cywilnoprawne stały się zaworem bezpieczeństwa
- Argument o dobrowolności długich dyżurów nie zamyka sprawy
- SOR przejął część roli przychodni
- Brak lekarzy dotyka także karetek
- To zmienia sens samego pojęcia zespołu specjalistycznego
- Sprzęt nie jest najwęższym gardłem
- Najtrudniejsza decyzja dotyczy przepływu pacjentów
- Dlatego potrzebne są nie tylko dodatkowe etaty, ale
- Co powinien zrobić system
- Dlaczego pacjent widzi tylko kolejkę
- Dla szpitali oznacza to konieczność lepszej komunikacji
- Wniosek
- Źródła
Kontrola NIK objęła szpitalne oddziały ratunkowe i zespoły ratownictwa medycznego w okresie od początku 2023 r. do 1 września 2025 r. Najmocniejsze liczby są alarmujące: dyżury lekarzy po 144 godziny, ratownik z 456 godzinami pracy w miesiącu i niemal połowa pacjentów SOR bez potrzeby pomocy doraźnej. Problem nie polega wyłącznie na brakach kadrowych, ale na tym, że ratownictwo coraz częściej łata niedostępność innych części systemu ochrony zdrowia.
Skala nie ogranicza się do jednego miejsca. W kontrolowanych szpitalach i stacjach pogotowia pojawiały się dyżury przekraczające dobę, wielodniowe ciągi pracy oraz grafiki, w których ta sama osoba kończyła zadania w jednym zespole i niemal natychmiast zaczynała w drugim. Dla pacjenta oznacza to kontakt z personelem, który formalnie jest obecny, ale realnie może być skrajnie obciążony.
Umowy cywilnoprawne stały się zaworem bezpieczeństwa
Przedłużanie dyżurów było łatwiejsze tam, gdzie personel pracował na podstawie umów cywilnoprawnych. Taki model daje placówkom elastyczność, ale równocześnie osłabia ochronę czasu odpoczynku. W ratownictwie medycznym elastyczność bywa traktowana jak sposób na utrzymanie obsady, choć w praktyce przesuwa ryzyko na pacjentów i pracowników.
Argument o dobrowolności długich dyżurów nie zamyka sprawy
Argument o dobrowolności długich dyżurów nie zamyka sprawy. Nawet jeżeli część personelu wybiera dłuższe bloki z powodu dojazdów, stawek albo trudności z ułożeniem grafiku, państwo i placówki nadal muszą odpowiadać za granice bezpieczeństwa. System, który działa dzięki ponadnormatywnej pracy, jest systemem podatnym na awarię.
SOR przejął część roli przychodni
Drugim problemem jest przeciążenie samych oddziałów. Niemal połowa osób trafiających na SOR nie potrzebowała pomocy doraźnej typowej dla oddziału ratunkowego. Wśród pacjentów przewiezionych przez zespoły ratownictwa medycznego ponad sześć na dziesięć osób nie wymagało dalszej hospitalizacji, a tylko 6,2 proc. znalazło się w grupie najwyższego zagrożenia zdrowotnego.
Najwięcej pacjentów pojawiało się w dni robocze i w porze dziennej. To ważny sygnał organizacyjny, bo właśnie wtedy teoretycznie działa podstawowa opieka zdrowotna i poradnie specjalistyczne. Jeżeli pacjent wybiera SOR w godzinach pracy przychodni, często nie robi tego z wygody, lecz dlatego, że nie widzi realnej, szybkiej ścieżki uzyskania pomocy.
Brak lekarzy dotyka także karetek
Problemy kadrowe w zespołach ratownictwa medycznego szczególnie mocno widać przy zespołach specjalistycznych. U dwóch z pięciu kontrolowanych dysponentów nie udało się zapewnić lekarzy na jedną czwartą zaplanowanych dyżurów takich zespołów. W Szczecinie liczba godzin pracy specjalistycznych zespołów bez lekarza przekroczyła 86 tys. godzin, co stanowiło 29,1 proc. badanego czasu.
To zmienia sens samego pojęcia zespołu specjalistycznego
To zmienia sens samego pojęcia zespołu specjalistycznego. Jeżeli karetka ma kategorię wymagającą lekarza, ale przez znaczną część czasu działa bez niego, pacjent i dyspozytor dostają systemową niejednoznaczność. Formalna struktura pozostaje, ale realne zasoby nie nadążają za opisem.
Sprzęt nie jest najwęższym gardłem
Kontrola nie sprowadziła problemu do braku aparatury. Ambulanse, śmigłowce i SOR-y były pozytywnie oceniane pod względem wymaganego sprzętu, a oddziały ratunkowe zapewniały dostęp do diagnostyki obrazowej i badań laboratoryjnych. Wąskim gardłem okazała się organizacja pracy ludzi, a nie sama techniczna zdolność do badania pacjenta.
To ważna różnica dla polityki zdrowotnej. Zakup sprzętu jest łatwiejszy do pokazania i rozliczenia niż przebudowa grafiku, modelu zatrudnienia, zasad kierowania pacjentów i dostępności lekarzy medycyny ratunkowej. Bez tej drugiej części nawet dobrze wyposażony oddział będzie działał pod stałą presją.
Najtrudniejsza decyzja dotyczy przepływu pacjentów
SOR nie powinien być miejscem długiego oczekiwania na decyzję, czy pacjent zostanie przyjęty na oddział, przeniesiony do innej jednostki, czy skierowany poza tryb ratunkowy. Im dłużej trwa taki stan zawieszenia, tym bardziej rośnie kolejka i tym mniej zasobów zostaje dla przypadków nagłych.
Dlatego potrzebne są nie tylko dodatkowe etaty, ale
Dlatego potrzebne są nie tylko dodatkowe etaty, ale też parametry czasu na decyzje kliniczne i organizacyjne. Szpitale muszą wiedzieć, ile łóżek w jednostkach wyspecjalizowanych realnie jest dostępnych dla pacjentów wychodzących z SOR, kto decyduje o przeniesieniu i kiedy uruchamia się ścieżka eskalacji.
Co powinien zrobić system
Pierwszym krokiem jest zwiększenie liczby lekarzy systemu, zwłaszcza specjalistów medycyny ratunkowej. Nie da się tego osiągnąć wyłącznie apelem do środowiska. Potrzebne są warunki pracy, które nie wypychają lekarzy z ratownictwa, oraz ścieżka szkolenia i wynagradzania konkurencyjna wobec spokojniejszych form wykonywania zawodu.
Drugim krokiem jest odciążenie SOR-ów przez realnie dostępne alternatywy. Pacjent z problemem pilnym, ale nie ratunkowym, musi mieć możliwość szybkiego kontaktu z podstawową opieką zdrowotną, nocną i świąteczną opieką albo poradnią specjalistyczną. Sam komunikat, że SOR jest tylko dla stanów nagłych, nie wystarczy, jeżeli inne drzwi pozostają zamknięte.
Dlaczego pacjent widzi tylko kolejkę
Z perspektywy chorego SOR bywa jedynym miejscem, które nie odsyła od razu do późniejszego terminu. To wzmacnia mechanizm przeciążenia: im mniej dostępna jest szybka pomoc poza szpitalem, tym więcej osób próbuje rozwiązać problem na oddziale ratunkowym. Nawet dobra segregacja medyczna nie usunie tej presji, jeżeli poza szpitalem brakuje realnej ścieżki dla przypadków pilnych, ale nie nagłych.
Dla szpitali oznacza to konieczność lepszej komunikacji
Dla szpitali oznacza to konieczność lepszej komunikacji z pacjentami i lekarzami kierującymi. Potrzebne są jasne informacje, kiedy wybrać SOR, kiedy nocną i świąteczną opiekę, a kiedy kontakt z lekarzem rodzinnym. Sama edukacja pacjentów nie zastąpi reformy dostępności, ale może ograniczyć część nieporozumień i skrócić czas podejmowania decyzji w izbie przyjęć.
Wniosek
Największym ostrzeżeniem z kontroli NIK nie jest pojedynczy rekord długości dyżuru, lecz normalizacja pracy na granicy wytrzymałości. Ratownictwo medyczne ma być ostatnią linią bezpieczeństwa, a nie stałym zamiennikiem dla niewydolnych kolejek, braków kadrowych i niejasnego przepływu pacjentów.
Jeżeli państwo chce skrócić kolejki na SOR-ach, musi równocześnie pracować nad kadrami, dostępnością opieki poza szpitalem i zarządzaniem łóżkami. Inaczej każda kolejna kontrola będzie opisywać ten sam mechanizm, tylko z nowymi liczbami.
Źródła i weryfikacja
- Najwyższa Izba Kontroli
- Ministerstwo Zdrowia
- Narodowy Fundusz Zdrowia

