Rząd przyjął projekt ustawy, która ma uderzyć w nadzwyczajne zyski firm paliwowych. Chodzi o specjalny, czasowy podatek od ponadnormatywnych zysków osiągniętych na sprzedaży paliw ciekłych.
Stawka nowej daniny ma wynieść 60%, a do budżetu państwa ma trafić około 4 mld zł.
Według rządu pieniądze mają w dużej mierze sfinansować program „Ceny Paliw Niżej”, czyli pakiet działań osłonowych dla kierowców. W praktyce oznacza to jedno: państwo chce, aby część kosztów interwencji na rynku paliw poniosły firmy, które w czasie kryzysu zarobiły najwięcej.
Rząd mówi: kryzys nie może być okazją do nadzwyczajnych zysków
Projekt ustawy został przyjęty przez rząd 16 czerwca 2026 roku. Nowe przepisy mają objąć zyski osiągnięte od 1 marca do 31 grudnia 2026 roku.
Rząd tłumaczy, że podatek jest odpowiedzią na nadzwyczajną sytuację na rynku paliw, wywołaną konfliktem w Zatoce Perskiej i wcześniejszą blokadą Cieśniny Ormuz. W tamtym okresie ceny ropy, paliw i marże rafineryjne mocno wzrosły.
Z punktu widzenia rządu mechanizm jest prosty: skoro państwo obniża podatki i ogranicza ceny detaliczne, żeby chronić kierowców, to część kosztów tej operacji mają pokryć firmy paliwowe, które zarobiły na kryzysie.
To nie jest klasyczny podatek od całego zysku. Opodatkowana ma być tylko ta część, którą państwo uzna za zysk nadzwyczajny.
Co zakłada nowy podatek?
Najważniejsze założenia projektu są następujące:
- stawka podatku: 60% od nadzwyczajnego zysku,
- okres objęty podatkiem: od 1 marca do 31 grudnia 2026 r.,
- planowane wejście w życie: 1 sierpnia 2026 r.,
- szacowane wpływy: około 4 mld zł,
- rozliczenie podatku ma odbywać się w formie miesięcznych zaliczek,
- pierwsza zaliczka za okres od marca do lipca ma zostać rozłożona na cztery części, płatne od września do grudnia 2026 r.,
- ostateczne rozliczenie roczne ma zostać złożone do 30 kwietnia 2027 r.
Podstawą opodatkowania ma być różnica między faktycznymi przychodami ze sprzedaży paliw a przychodami hipotetycznymi, wyliczonymi na podstawie marży referencyjnej.
W uproszczeniu: państwo sprawdzi, ile dana firma mogłaby zarobić przy „normalnej” marży z poprzedniego okresu, powiększonej o 20%. Dopiero nadwyżka ponad ten poziom ma być traktowana jako nadzwyczajny zysk.
Kto zapłaci najwięcej?
Największy ciężar podatku najprawdopodobniej spadnie na największe podmioty działające na rynku paliw, przede wszystkim na Grupę Orlen jako dominującego gracza w Polsce.
Nowa danina ma dotyczyć przedsiębiorców zajmujących się wytwarzaniem paliw ciekłych, importem, nabyciem wewnątrzwspólnotowym lub obrotem paliwami, jeśli spełnią warunki określone w ustawie.
W praktyce może to objąć nie tylko polskiego giganta paliwowego, ale również duże sieci i podmioty obecne na rynku paliw, w tym zagranicznych graczy.
Kluczowe będzie jednak brzmienie finalnej ustawy, bo na tym etapie mówimy o projekcie przyjętym przez rząd, a nie o obowiązującym prawie.
Sprawiedliwość czy niebezpieczny precedens?
Rząd przedstawia projekt jako rozwiązanie sprawiedliwe społecznie. Argument jest czytelny: skoro obywatele płacili więcej za paliwo przez kryzys, a część firm zarabiała ponadnormatywnie, to część tych zysków powinna wrócić do budżetu i zostać wykorzystana na osłonę cenową.
Z tej perspektywy podatek może być politycznie łatwy do obrony. Kierowcy widzą wysokie ceny na stacjach, a państwo pokazuje, że nie chce finansować obniżek wyłącznie z pieniędzy podatników.
Ale jest też druga strona tej decyzji.
Branża paliwowa może argumentować, że podatek:
- działa częściowo wstecz, bo obejmuje okres od marca, mimo planowanego wejścia w życie od sierpnia,
- może ograniczyć środki na inwestycje,
- zwiększa niepewność regulacyjną,
- może uderzyć również w podmioty, które nie są rafineriami i nie mają takiego wpływu na marże jak największe koncerny,
- tworzy precedens, w którym państwo w czasie kryzysu sięga po nadzwyczajne zyski wybranej branży.
Największe pytanie brzmi więc nie tylko: kto zapłaci podatek, ale kto ostatecznie poniesie jego koszt w kolejnych miesiącach.
Kierowcy mogą zyskać teraz, ale rynek zapłaci później?
Dla kierowców najważniejsza informacja jest prosta: rząd chce utrzymać program osłonowy, aby ceny paliw na stacjach nie rosły tak gwałtownie jak w warunkach czysto rynkowych.
Krótkoterminowo może to oznaczać niższe ceny przy dystrybutorach.
Problem polega na tym, że rynek paliwowy nie działa w próżni. Jeżeli firmy zostaną mocno obciążone podatkiem, mogą w przyszłości próbować odbudować marże, ograniczać inwestycje albo ostrożniej prowadzić politykę cenową.
Dlatego ta decyzja ma dwa oblicza:
- dla obywateli - realna ulga w czasie wysokich cen paliw,
- dla budżetu - dodatkowe miliardy złotych wpływów,
- dla firm - kolejne nadzwyczajne obciążenie,
- dla rynku - większa niepewność regulacyjna.
Państwo próbuje ugasić pożar wysokich cen paliw, ale robi to narzędziem, które może mieć skutki długofalowe dla całego sektora.
To pokazuje większy problem
Ta sprawa nie dotyczy wyłącznie Orlenu, Shella, BP czy innych firm paliwowych. Dotyczy szerszego pytania o to, jak państwo powinno reagować na kryzysy.
Jeżeli firmy zarabiają nadzwyczajnie dużo nie dzięki lepszej efektywności, inwestycjom czy innowacjom, ale przez geopolityczny szok i zaburzenia podaży, to argument za dodatkowym opodatkowaniem jest zrozumiały.
Ale równie ważne jest drugie pytanie: czy państwo potrafi tworzyć takie przepisy w sposób przewidywalny, proporcjonalny i sprawiedliwy dla wszystkich uczestników rynku?
Bo jeśli każda większa branża w czasie kryzysu zacznie obawiać się, że jej zysk zostanie uznany za „nadmiarowy”, to przedsiębiorcy będą kalkulować ryzyko polityczne tak samo jak ryzyko rynkowe.
A to już nie jest tylko sprawa paliw.
To jest pytanie o stabilność prawa, przewidywalność państwa i granicę między ochroną obywateli a ręcznym sterowaniem gospodarką.
Kanał Gefmo – gospodarka bez owijania w bawełnę
Podatek od nadmiarowych zysków firm paliwowych może być społecznie zrozumiały, szczególnie w czasie wysokich cen paliw. Ale każda taka decyzja powinna być oceniana nie tylko przez pryzmat bieżącej ulgi dla kierowców, ale również przez skutki dla rynku, inwestycji i stabilności prawa.
Bo państwo ma prawo reagować na kryzys. Ale obywatele i przedsiębiorcy mają prawo oczekiwać, że ta reakcja będzie przejrzysta, przewidywalna i dobrze policzona.
Źródła: Ministerstwo Finansów, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, PAP, Money.pl, TVN24, Bankier.pl.
