To nie jest techniczny spór o skład jednej izby. To kolejny wyrok, który przypomina, że problem nominacji sędziowskich po zmianach PiS nie zniknął wraz ze zmianą rządu. Każde orzeczenie wydane przez skład z udziałem sędziego powołanego w wadliwej procedurze może stać się przedmiotem sporu, jeżeli strona wykaże, że okoliczności nominacji podważają zaufanie do niezależności sądu.
Test nie jest automatycznym unieważnianiem wszystkich orzeczeń
Najważniejsze jest rozróżnienie między możliwością badania statusu sędziego a automatycznym usuwaniem wszystkich skutków jego orzekania. TSUE nie mówi, że każda osoba powołana z udziałem obecnej KRS z definicji nie może orzekać w żadnej sprawie. Trybunał wskazuje jednak, że nieprawidłowości w procesie nominacji mogą być wystarczająco poważne, by podważyć niezawisłość i bezstronność w konkretnym składzie.
To otwiera drogę do realnego testu, a nie tylko formalnego sprawdzenia aktu powołania przez prezydenta. Jeżeli nominacja była wynikiem procedury, w której polityczna władza uzyskała nadmierny wpływ na KRS, sąd krajowy nie może udawać, że problem nie istnieje. Prawo Unii wymaga, by sąd był nie tylko ustanowiony formalnie, ale też niezależny w oczach obywatela i stron postępowania.
Neo-KRS pozostaje źródłem systemowego ryzyka
Sednem problemu jest Krajowa Rada Sądownictwa po zmianach z grudnia 2017 r., gdy sposób wyboru jej sędziowskiej części został powiązany z Sejmem. Od tego momentu status KRS jest kwestionowany przez część środowiska prawniczego, sądy europejskie i część polskich sądów. TSUE w najnowszym rozstrzygnięciu wpisuje się w tę linię: jeśli organ uczestniczący w nominacjach nie daje wystarczających gwarancji niezależności od polityków, skutki mogą dotykać później konkretnych składów orzekających.
To szczególnie ważne dla Sądu Najwyższego, gdzie udział sędziów powołanych po 2018 r. jest jednym z głównych punktów sporu o legalność izb i składów. Jeżeli strona procesu ma uzasadnione wątpliwości, czy jej sprawę rozpoznaje niezależny sąd, państwo nie może odpowiadać wyłącznie formułą, że nominacja została podpisana i nie podlega badaniu. W świetle orzecznictwa europejskiego taka odpowiedź jest coraz mniej wystarczająca.
Wyrok wzmacnia sędziów stosujących prawo UE
Rozstrzygnięcie ma znaczenie także dla zwykłych sądów, które w konkretnych sprawach mierzą się z zarzutami dotyczącymi składu orzekającego. Sędziowie dostają mocniejszy argument, że mogą badać okoliczności powołania członka składu, jeżeli jest to konieczne dla ochrony prawa do niezależnego sądu. To ważne, bo przez lata próby zadawania pytań o status sędziów były w Polsce przedstawiane jako atak na prerogatywę prezydenta albo chaos wymierzony w wymiar sprawiedliwości.
W rzeczywistości chaos nie wynika z samego testu, lecz z pozostawienia nierozwiązanego problemu nominacji. Jeżeli państwo przez lata powoływało sędziów w procedurze kwestionowanej przez sądy europejskie, późniejszy test niezawisłości jest skutkiem ubocznym tej decyzji, a nie jej przyczyną. TSUE daje narzędzie kontroli, ale nie zastąpi ustawodawcy, który powinien uporządkować status KRS i skutki wadliwych nominacji.
Waldemar Żurek jako początek długiego sporu
Sprawa ma też wymiar symboliczny, bo została zainicjowana w 2018 r. przez Waldemara Żurka, wówczas sędziego Sądu Okręgowego w Krakowie, a obecnie ministra sprawiedliwości. To pokazuje, jak długo trwa polski kryzys praworządności: pytania zadane w czasie najostrzejszego konfliktu o sądy wracają po latach jako wyroki, które obecny rząd musi przekuć w rozwiązania systemowe.
Dla Żurka i ministerstwa wyrok jest politycznie korzystny, bo wzmacnia argument za głęboką reformą KRS. Ale jednocześnie podnosi poprzeczkę. Nie wystarczy mówić, że poprzednia władza zniszczyła standardy. Trzeba przedstawić model naprawy, który nie będzie kolejnym aktem politycznego odwetu, lecz rzeczywiście przywróci zaufanie do nominacji sędziowskich.
Największym problemem pozostaje skala skutków
Każdy kolejny wyrok TSUE i ETPCz zwiększa presję na Polskę, ale jednocześnie pokazuje trudność naprawy. W systemie funkcjonują tysiące orzeczeń wydanych z udziałem sędziów powołanych po 2018 r. Nie da się po prostu wymazać całej praktyki sądowej bez ryzyka paraliżu. Z drugiej strony nie da się też utrzymywać fikcji, że nic się nie stało, skoro europejskie sądy konsekwentnie wskazują na problem niezależności organu nominacyjnego.
Dlatego kluczowe będzie znalezienie rozwiązania, które ochroni prawa stron, nie zniszczy stabilności obrotu prawnego i jednocześnie usunie źródło wątpliwości na przyszłość. Najgorszym wariantem byłoby pozostawienie wszystkiego sądom w pojedynczych sprawach. Wtedy test niezawisłości stanie się narzędziem gaszenia pożarów, a nie naprawy systemu.
Wniosek
Wyrok TSUE nie kończy polskiego sporu o sądy, ale przesuwa go w stronę, z której nie da się już łatwo zawrócić. Trybunał potwierdził, że wadliwy proces nominacji może podważać niezawisłość sędziego, a więc także zaufanie obywatela do sądu. Dla rządu to argument za reformą KRS, dla sądów narzędzie do badania konkretnych składów, a dla obywateli sygnał, że formalne powołanie nie wystarczy, jeśli za procedurą stoi polityczny wpływ. Prawdziwy test dopiero przed Polską: trzeba naprawić system tak, by nie produkował kolejnych sporów o to, czy sąd był naprawdę sądem.
Źródła i weryfikacja
- Onet
- Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej
- Sąd Najwyższy

