Po gwałtownej przecenie i odbiciu w okolice 4100 dolarów za uncję złoto wraca do centrum uwagi. Rynek znów rozważa scenariusze mocnego wzrostu, nawet w stronę 6000 dolarów, ale taki ruch wymagałby splotu kilku warunków: słabszego dolara, łagodniejszej polityki Fed, utrzymanego popytu banków centralnych i napięć geopolitycznych.
Rajd nie został odwołany, ale został zakwestionowany
Złoto w ostatnich miesiącach przestało być prostą historią o bezpiecznej przystani. Po historycznych rekordach przyszła mocna korekta, a część rynku zaczęła mówić o jednym z najsłabszych kwartałów od lat. To ważne, bo po tak silnym ruchu w górę inwestorzy nie pytają już tylko, czy kruszec jest dobrym zabezpieczeniem. Pytają, czy wcześniejsze ceny nie zdyskontowały zbyt wiele dobrych informacji naraz.
Na początku lipca widać było oba nastroje jednocześnie. Z jednej strony złoto spadło w okolice 4070 dolarów za uncję, a potem odbiło powyżej 4100 dolarów. Z drugiej strony pozostaje wyraźnie poniżej styczniowego maksimum, które według danych rynkowych z kontraktów Comex przekraczało 5300 dolarów za uncję. To nie jest spokojna konsolidacja, tylko rynek po dużej zmianie oczekiwań.
Scenariusz 6000 dolarów jest możliwy tylko warunkowo
Prognozy mówiące o powrocie złota w stronę 6000 dolarów za uncję brzmią efektownie, ale trzeba traktować je jako scenariusz skrajnie korzystny dla kruszcu, a nie bazową ścieżkę. Żeby taki ruch stał się wiarygodny, musiałoby dojść do jednoczesnego osłabienia dolara, spadku realnych rentowności obligacji, złagodzenia oczekiwań wobec stóp procentowych w USA oraz utrzymania popytu ze strony banków centralnych.
Tu właśnie leży haczyk. Złoto nie płaci odsetek, więc w środowisku wysokich stóp i atrakcyjnych rentowności obligacji jego przewaga słabnie. Inwestor może lubić metal jako zabezpieczenie przed kryzysem, ale jeśli dolar jest mocny, a obligacje oferują realny dochód, część kapitału naturalnie odpływa z rynku kruszcu.
Fed stał się najważniejszym graczem na rynku metali
Weryfikacja rynkowa pokazuje, że najważniejszym hamulcem dla złota jest obecnie polityka Rezerwy Federalnej. Jastrzębie sygnały z Fed wzmacniają przekonanie, że wysokie stopy mogą zostać z rynkiem dłużej. To podbija dolara i rentowności, a więc uderza w aktywa wyceniane w dolarze, które nie generują bieżącego dochodu.
Dlatego ten sam impuls geopolityczny może działać na złoto dwojako. Napięcia na Bliskim Wschodzie zwykle zwiększają popyt na bezpieczne aktywa, ale jeśli podnoszą ceny energii i ryzyko inflacyjne, rynek zaczyna zakładać twardszą politykę Fed. Wtedy część bezpiecznego popytu na złoto zostaje skontrowana przez obawę przed wyższymi stopami.
Banki centralne podtrzymują popyt, ale nie usuwają ryzyka korekty
Argumentem za złotem pozostają zakupy banków centralnych. Po doświadczeniach sankcji, wojen handlowych i rosnących napięć politycznych część państw chce mieć większy udział aktywów niezależnych od dolara i zachodniego systemu finansowego. Ten popyt jest bardziej strukturalny niż krótkoterminowe pozycje funduszy, więc może stabilizować rynek nawet po spadkach.
Nie znaczy to jednak, że banki centralne gwarantują wzrost ceny. Przy tak wysokich poziomach wyceny każdy mocniejszy dolar, każdy wzrost rentowności i każde rozczarowanie danymi o inflacji może wywołać kolejną falę sprzedaży. Złoto pozostaje aktywem ochronnym, ale w krótkim terminie zachowuje się jak rynek bardzo czuły na komunikaty Fed.
Co to oznacza dla polskiego inwestora
Dla inwestora w Polsce dodatkowym filtrem jest kurs dolara do złotego. Cena złota na świecie jest podawana w dolarach, więc lokalny wynik zależy nie tylko od notowań kruszcu, ale też od waluty. Jeśli dolar słabnie, globalny wzrost ceny złota może być w złotych częściowo wygaszony. Jeśli dolar się umacnia, nawet stabilna cena uncji może wyglądać dla polskiego kupującego drożej.
To szczególnie ważne przy zakupie fizycznego złota, gdzie dochodzą spready, marże dystrybutorów i problem płynności przy odsprzedaży. Kruszec może być elementem dywersyfikacji, ale kupowanie go po głośnych prognozach i po dużych ruchach cenowych wymaga chłodniejszej kalkulacji niż samo hasło o bezpiecznej przystani.
Wniosek
Złoto nadal ma argumenty za wzrostem: niepewność geopolityczną, popyt banków centralnych, ryzyko osłabienia dolara i obawy o kondycję finansów publicznych. Jednocześnie droga do poziomów rzędu 6000 dolarów za uncję nie jest prostym przedłużeniem wcześniejszego rajdu, lecz scenariuszem zależnym od polityki Fed i realnych stóp procentowych. Jeśli dolar pozostanie mocny, a amerykańskie stopy wysokie, kruszec może jeszcze długo odbijać się od ściany oczekiwań, zamiast spokojnie maszerować po nowe rekordy.

