Spis treści
Dotacje same nie udźwigną skali potrzeb
Punktem wyjścia jest skala zaniedbań w polskich domach jednorodzinnych. Według analiz przywoływanych przez Forum Energii do 2050 r. termomodernizacji wymaga ponad 3 mln takich budynków. Oznacza to konieczność znaczącego przyspieszenia prac w stosunku do tempa, jakie daje dziś głównie dotacyjny model Czystego Powietrza.
To jest sedno propozycji: pieniądze publiczne mają uruchamiać większy strumień inwestycji, a nie finansować każdy remont wprost. W teorii brzmi to rozsądnie, bo budżet państwa nie jest bez dna. W praktyce oznacza jednak wejście banków, gwarancji publicznych i długu gospodarstw domowych w obszar, w którym dotąd dominowała obietnica bezzwrotnego wsparcia.
Kredyt 0 proc. nie jest darmowymi pieniędzmi
Proponowany model zakłada sfinansowanie całej inwestycji bez wkładu własnego. Połowę kosztów miałby pokrywać kredyt bankowy, a drugą połowę preferencyjna pożyczka publiczna oprocentowana na 2 proc. Część komercyjna byłaby objęta gwarancją publiczną, a po zakończeniu prac i potwierdzeniu efektu energetycznego możliwe byłoby częściowe umorzenie.
W koncepcji umorzeniu podlegałoby 42 proc. komercyjnej części kredytu, czyli około 21 proc. całej inwestycji. Do tego dochodziłoby wynagrodzenie banków: jednorazowa prowizja 3 proc. za uruchomienie finansowania oraz coroczna opłata 1-1,5 proc. za obsługę części publicznej. Dla beneficjenta produkt może wyglądać jak tani kredyt, ale dla systemu jest to konstrukcja kosztów, gwarancji i ryzyk przeniesionych między państwo, banki i właścicieli domów.
Przykład pokazuje korzyść, ale też skalę zobowiązania
Dla przykładowej termomodernizacji wartej około 143 tys. zł koszt finansowania miałby spaść z około 61 tys. zł do około 26 tys. zł. Po 10 latach całkowity koszt po stronie inwestora byłby według szacunków niższy o około 12 tys. zł niż w obecnym modelu kredytu powiązanego z Czystym Powietrzem. RRSO miałoby spaść z około 1,2 proc. do około minus 0,5 proc.
Te liczby pokazują, dlaczego pomysł może być atrakcyjny dla osób z dochodem i zdolnością kredytową. Pokazują też coś mniej wygodnego: kompleksowa termomodernizacja jest droga, a nawet preferencyjny produkt finansowy nie zmienia faktu, że gospodarstwo domowe wchodzi w wieloletnie zobowiązanie. Jeśli audyt będzie słaby, wykonawca zawyży cenę albo prace nie dadzą zakładanych oszczędności, tani kredyt nie ochroni właściciela przed skutkami złej inwestycji.
Czyste Powietrze już dziś próbuje łatać problem jakości
Oficjalne zasady Czystego Powietrza po reformie kładą nacisk na audyt energetyczny, dokument podsumowujący audyt oraz świadectwo charakterystyki energetycznej po zakończeniu prac. Program wskazuje też na kontrolę kosztów i ryzyko utraty dotacji, jeśli wydatki są zawyżone albo nieuzasadnione. To ważne, bo rynek termomodernizacji nie cierpi wyłącznie na brak pieniędzy, lecz także na brak zaufania, nierówną jakość usług i agresywną sprzedaż.
W nowym programie rola operatora jest obowiązkowa przy prefinansowaniu i najwyższym poziomie dofinansowania, a opcjonalna przy części przypadków podwyższonego poziomu. To potwierdza, że państwo samo uznało, iż część beneficjentów potrzebuje nie tylko przelewu, ale prowadzenia przez proces inwestycji. Kredyt 0 proc. nie powinien osłabić tej logiki. Jeśli bank będzie sprawdzał głównie zdolność kredytową, a państwo tylko gwarantowało ryzyko, łatwo powtórzyć błędy znane z dotacyjnego rynku wykonawców.
Różne grupy potrzebują różnych narzędzi
Najmocniejszą stroną propozycji jest rozdzielenie gospodarstw domowych według realnej sytuacji finansowej. Osoby ze zdolnością kredytową mogą korzystać z taniego finansowania, a bezzwrotne dotacje powinny zostać dla ludzi zagrożonych ubóstwem energetycznym i tych, którzy nie udźwigną długu. To kierunek bardziej uczciwy niż rozdawanie tych samych instrumentów wszystkim.
Problem zacznie się wtedy, gdy tani kredyt zostanie potraktowany jako wygodny pretekst do ograniczania dotacji dla gospodarstw słabszych ekonomicznie. W termomodernizacji najtrudniejsi beneficjenci są jednocześnie najważniejsi: mieszkają w najgorszych budynkach, płacą proporcjonalnie najwięcej za ogrzewanie i najczęściej nie mają gotówki na start. Dla nich kredyt, nawet preferencyjny, może być barierą psychologiczną i finansową.
Państwo musi pilnować cen, nie tylko dopłacać do rat
Oficjalne materiały Czystego Powietrza ostrzegają przed zawyżonymi kosztami i wskazują, że fundusze mają prawo kontrolować faktury oraz żądać uzasadnienia wydatków. To nie jest detal administracyjny. Jeśli na rynek wejdzie nowy produkt finansowy bez wkładu własnego, część firm może potraktować go jako okazję do podnoszenia cen, bo klient nie płaci z własnej kieszeni na początku inwestycji.
Dlatego Kredyt 0 proc. powinien być powiązany z twardymi limitami kosztów, porządnym audytem, listą rzetelnych wykonawców, realną odpowiedzialnością za efekt energetyczny i prostą ścieżką reklamacji. Bez tego stanie się kolejnym kanałem pompowania pieniędzy w rynek, który już wcześniej miał problemy z jakością, zawyżaniem wycen i przerzucaniem ryzyka na beneficjentów.
Wniosek
Kredyt 0 proc. na Ciepły Dom może być sensownym uzupełnieniem Czystego Powietrza, bo pozwala użyć ograniczonych pieniędzy publicznych jako dźwigni dla większej liczby inwestycji, ale nie wolno udawać, że sam mechanizm finansowy rozwiąże kryzys termomodernizacji. Polska potrzebuje taniego kapitału, lecz jeszcze bardziej potrzebuje uczciwych audytów, kontroli cen, odpowiedzialnych wykonawców i ochrony najuboższych przed wypychaniem ich z systemu dotacji do świata długu. Jeśli państwo dopilnuje jakości i podziału wsparcia według realnych możliwości gospodarstw domowych, propozycja może przyspieszyć modernizację budynków; jeśli skupi się tylko na atrakcyjnej etykiecie „0 proc.”, ryzykuje stworzenie kolejnego programu, w którym korzyści zbiorą banki i wykonawcy, a rachunek za błędy zostanie przy beneficjentach oraz budżecie.

