Spis treści
- Gminy widzą kryzys z bliska
- Program stał się za trudny dla tych, którym miał pomagać
- Operator nie zastąpi prostych zasad
- Audyt energetyczny jest potrzebny, ale nie może być zaporą
- Prefinansowanie wymaga kontroli, ale bez niego najubożsi odpadają
- Gminy nie powinny być darmową infolinią państwa
- Naprawa musi być mierzona wnioskami, nie konferencjami
- Wniosek
Gminy widzą kryzys z bliska
Samorządy są w tym programie najbliżej mieszkańców. To do urzędów gmin trafiają ludzie, którzy chcą wymienić źródło ciepła, docieplić dom, zapytać o audyt albo zrozumieć, dlaczego na zwrot pieniędzy trzeba czekać miesiącami. Dlatego ankieta wśród prawie 1500 gmin jest ważniejsza niż kolejny centralny komunikat o reformie.
Skala niezadowolenia jest duża. Według badania 72 proc. gmin ocenia aktualną wersję programu źle lub średnio, a tylko około jedna czwarta ma opinię pozytywną. Jeszcze mocniejszy jest sygnał o popycie: 82 proc. respondentów widzi spadek zainteresowania mieszkańców. Jeśli tygodniowo składanych jest około 700-800 wniosków, podczas gdy w 2024 r. było ich średnio ponad 5 tys., to nie można tego tłumaczyć wyłącznie chwilową ostrożnością beneficjentów.
Program stał się za trudny dla tych, którym miał pomagać
Najbardziej obciążający zarzut dotyczy niedopasowania do osób niezamożnych. Gminy wskazują, że program nie spełnia potrzeb tej grupy, choć właśnie ona powinna być jednym z głównych adresatów wsparcia. Jeśli mieszkaniec ma najpierw sam sfinansować audyt, zrozumieć skomplikowane wymogi i czekać długo na zwrot kosztów, to dla wielu rodzin bariera pojawia się zanim jeszcze ruszy realna termomodernizacja.
W ankiecie widać trzy powtarzające się blokady: długi czas oczekiwania na zwrot poniesionych kosztów, wymóg kompleksowej termomodernizacji oraz konieczność opłacenia z góry audytu energetycznego. Każdy z tych elementów da się uzasadnić technicznie, ale razem tworzą system, który jest racjonalny głównie z perspektywy tabel i regulaminów, a dużo mniej z perspektywy emeryta, rodziny z niskim dochodem albo właściciela starego domu bez oszczędności.
Operator nie zastąpi prostych zasad
Oficjalna reforma programu zakłada silniejszą rolę operatorów. Na stronie programu opisano ich jako bezpłatne wsparcie dla beneficjenta: mają pomagać przy wniosku, wyborze audytora, wykonawcy i uzyskaniu dofinansowania. To potrzebny kierunek, bo bez lokalnego przewodnika wiele osób nie przejdzie przez dokumenty i wymogi techniczne.
Problem w tym, że operator jest lekarstwem na objaw, a nie na całą chorobę. Jeśli zasady pozostają zbyt złożone, terminy zbyt długie, a ryzyko finansowe po stronie mieszkańca zbyt wysokie, to nawet najlepiej przeszkolony operator będzie tłumaczył ludziom system, który nadal ich odstrasza. Program publiczny nie powinien wymagać przewodnika dlatego, że jest tak skomplikowany; powinien mieć wsparcie operatora dlatego, że pomaga ono uniknąć błędów i nadużyć.
Audyt energetyczny jest potrzebny, ale nie może być zaporą
Wymóg audytu energetycznego ma sens: bez diagnozy budynku łatwo finansować przypadkowe prace, które nie dają odpowiedniego efektu energetycznego. Jednak z punktu widzenia mieszkańca liczy się to, kiedy i kto za audyt płaci. Jeżeli koszt trzeba ponieść przed uzyskaniem pewności co do dotacji, część najuboższych gospodarstw domowych po prostu nie wejdzie do programu.
Dlatego postulat darmowego bonu na audyt jest jednym z najważniejszych wniosków z samorządowej diagnozy. Bon powinien być narzędziem otwarcia programu, a nie dodatkiem dla wybranych. Jeśli państwo wymaga dokumentu, który ma zabezpieczać jakość inwestycji, powinno tak zorganizować finansowanie, by nie karać za brak gotówki ludzi, którzy najbardziej potrzebują ocieplenia domu i wymiany źródła ciepła.
Prefinansowanie wymaga kontroli, ale bez niego najubożsi odpadają
Czyste Powietrze przez lata miało dwa sprzeczne cele: szybko pompować pieniądze w termomodernizację i jednocześnie chronić beneficjentów przed nierzetelnymi wykonawcami. Nadużycia i patologiczne umowy pokazały, że kontrola była za słaba. Ale reakcja polegająca na przesunięciu zbyt dużego ciężaru finansowego na mieszkańca może zabić dostępność programu.
Prefinansowanie powinno wrócić jako mechanizm bezpieczny, nadzorowany i powiązany z operatorem, a nie jako zaproszenie do kolejnej fali pośredników żerujących na dotacji. Państwo nie może udawać, że najuboższy beneficjent najpierw sfinansuje prace, a potem spokojnie poczeka na rozliczenie. Jeśli program ma usuwać kopciuchy z najbiedniejszych domów, musi rozwiązać problem płynności, a nie tylko opisać go w instrukcji.
Gminy nie powinny być darmową infolinią państwa
Centralny program od lat opiera się na pracy samorządów. Gminy prowadzą punkty konsultacyjne, tłumaczą regulaminy, pomagają wnioskodawcom i biorą na siebie frustrację mieszkańców, choć nie mają pełnej kontroli nad zasadami, wypłatami i zmianami regulaminów. Jeżeli państwo chce, by gminy były realnym partnerem, musi płacić za tę pracę stabilnie i przewidywalnie.
Oficjalne komunikaty o dodatkowych pieniądzach dla gmin są krokiem w dobrą stronę, ale nie wystarczą, jeśli finansowanie będzie krótkoterminowe, biurokratyczne albo uzależnione od wskaźników, na które gmina nie ma pełnego wpływu. Samorząd może pomóc odbudować zaufanie, ale nie powinien być amortyzatorem błędów projektowanych centralnie.
Naprawa musi być mierzona wnioskami, nie konferencjami
Reforma Czystego Powietrza będzie wiarygodna dopiero wtedy, gdy zacznie być widoczna w danych: większej liczbie wniosków, krótszym czasie wypłat, mniejszej liczbie błędów formalnych, mniejszej liczbie skarg wykonawców i beneficjentów oraz większym udziale najuboższych gospodarstw domowych. Bez tego każda zapowiedź będzie tylko próbą przykrycia faktu, że program stracił tempo.
Najgorszym scenariuszem byłaby reforma kosmetyczna: trochę operatorów, trochę dopłat dla gmin, trochę zmian w formularzach i dużo komunikatów o walce ze smogiem. Czyste Powietrze potrzebuje prostszego procesu, realnego finansowania audytu, bezpiecznego prefinansowania i terminowych wypłat. Inaczej państwo będzie miało program o wielkich celach i coraz mniejszej liczbie ludzi gotowych z niego korzystać.
Wniosek
Czyste Powietrze da się jeszcze uratować, ale tylko pod warunkiem, że rząd i NFOŚiGW potraktują głos gmin jako diagnozę systemowej awarii, a nie jako zestaw uwag do wygładzenia w kolejnej prezentacji. Program zawiódł tam, gdzie powinien być najmocniejszy: przy prostym dostępie dla osób mniej zamożnych, szybkim rozliczaniu kosztów, zaufaniu do procedur i stabilnym wsparciu lokalnym. Operatorzy, bony na audyt i dodatkowe pieniądze dla gmin mogą pomóc, ale nie zastąpią podstawowej zmiany: program musi być zaprojektowany z perspektywy mieszkańca starego domu, a nie urzędowego formularza.

