Spis treści
- Stabilna liczba spraw może usypiać czujność
- Restrukturyzacje są cięższe dla wierzycieli
- Kłopoty narastały wcześniej
- JDG często znikają ze statystyk firmowych
- Mali restrukturyzują się częściej, więksi zostawiają większe kwoty
- Transport i budownictwo są najbardziej wrażliwe
- Co mogą zrobić wierzyciele
- Wniosek
- Źródła
Liczba upadłości i restrukturyzacji firm w pierwszym półroczu 2026 r. nie wygląda alarmująco, ale wartość niespłaconych zobowiązań rośnie dużo szybciej niż liczba spraw. Wierzyciele przedsiębiorstw wpisanych do rejestru długów, które ogłosiły upadłość albo rozpoczęły restrukturyzację, czekają już na ponad 200 mln zł. To sygnał, że problemy płynnościowe w biznesie nie zniknęły razem z poprawą koniunktury.
Stabilna liczba spraw może usypiać czujność
W pierwszej połowie 2026 r. sądy ogłosiły 206 upadłości firm. Rok wcześniej było ich 207. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak stabilizacja, a nawet uspokojenie po trudniejszych latach. Taki obraz jest jednak niepełny, bo równocześnie wyraźnie wzrosła wartość zadłużenia firm, które znalazły się w procedurach.
Zadłużenie bankrutów widoczne w rejestrze wzrosło z ponad 31 mln zł do 44 mln zł. To wzrost o około 40 proc. przy niemal tej samej liczbie upadłości. Dla wierzycieli ważniejsza od liczby postępowań jest właśnie kwota, której nie można odzyskać. Jedna większa firma z dużym długiem może zaboleć bardziej niż kilka małych spraw.
Restrukturyzacje są cięższe dla wierzycieli
Jeszcze większy ciężar widać przy restrukturyzacjach. W pierwszej połowie roku 1146 firm objętych taką procedurą figurowało w rejestrze długów, a ich zaległości sięgnęły 157 mln zł. Rok wcześniej liczba takich firm była bardzo podobna i wynosiła 1119, ale wartość długu była niższa o około jedną czwartą.
To pokazuje, że sama liczba restrukturyzacji nie wystarcza do oceny ryzyka. Dla dostawców, podwykonawców, leasingodawców i firm usługowych kluczowe jest to, jak duże należności utknęły u kontrahentów. Jeżeli długi rosną szybciej niż liczba postępowań, rynek może mieć mniej problemów formalnie, ale większy rachunek do zapłacenia.
Kłopoty narastały wcześniej
Upadłość albo restrukturyzacja zwykle nie są początkiem problemów, lecz ich finałem. W wielu firmach pierwsze opóźnienia w płatnościach pojawiają się miesiące albo lata wcześniej. Dane o przedsiębiorstwach wpisanych do rejestru pokazują, że część późniejszych bankrutów była widoczna jako dłużnicy na długo przed formalnym końcem działalności.
W dniu ogłoszenia upadłości w rejestrze figurowało 132 z 206 upadłych firm, czyli 64 proc. Przy restrukturyzacjach w dniu rozpoczęcia postępowania widocznych było 1146 z 2565 przedsiębiorstw, czyli około 45 proc. Dla wierzycieli to praktyczny sygnał: warto reagować wcześniej, zanim problemy kontrahenta trafią do sądu.
JDG często znikają ze statystyk firmowych
Obraz niewypłacalności zaburza rosnąca popularność upadłości konsumenckiej wśród osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. W pierwszej połowie 2026 r. 1424 właścicieli JDG wybrało taką ścieżkę po zamknięciu działalności. Rok wcześniej było ich 982, co oznacza wzrost o blisko 45 proc.
To ważne, bo część długów powstałych w czasie prowadzenia biznesu przestaje być widoczna w statystyce upadłości firm. Mały przedsiębiorca może zamknąć działalność i skorzystać z prostszej procedury konsumenckiej. Dla wierzyciela praktyczny efekt jest podobny: odzyskanie należności staje się trudniejsze, nawet jeśli formalnie nie przybyło upadłości przedsiębiorstw.
Mali restrukturyzują się częściej, więksi zostawiają większe kwoty
W restrukturyzacjach liczbowo dominują najmniejsze firmy. Mikroprzedsiębiorstwa stanowiły 709 z 1146 dłużników wpisanych do rejestru, czyli około 62 proc. Ich zaległości przekroczyły 67 mln zł. To duża kwota, ale ciężar większego długu nadal często leży po stronie spółek i większych podmiotów.
Przy upadłościach spółki prawa handlowego odpowiadały za prawie 90 proc. zadłużenia bankrutów widocznego w rejestrze. Ich zaległości wyniosły 39 mln zł z 44 mln zł całej puli, podczas gdy JDG miały 4,6 mln zł długu. To pokazuje dwie różne mapy ryzyka: mikrofirmy częściej wchodzą w procedury, ale większe spółki potrafią zostawić dużo większy rachunek.
Transport i budownictwo są najbardziej wrażliwe
W upadłościach najdroższy dla wierzycieli okazał się transport. Zaległości firm transportowych wyniosły prawie 17 mln zł, a zdecydowana większość tej kwoty przypadła na transport drogowy towarów. To branża szczególnie podatna na ceny paliw, koszty leasingu, opóźnienia w płatnościach i presję dużych zleceniodawców.
W restrukturyzacjach na pierwszy plan wysunęło się budownictwo z zadłużeniem sięgającym 43 mln zł. To niemal tyle, ile wyniosły wszystkie zaległości firm w upadłości widocznych w rejestrze. Budownictwo jest podatne na długie terminy płatności, spory o zakres robót, wzrost kosztów materiałów i zależność od dużych kontraktów publicznych oraz prywatnych.
Co mogą zrobić wierzyciele
Najważniejsza jest szybka reakcja na powtarzające się opóźnienia. Pierwszym krokiem powinien być kontakt z kontrahentem i ustalenie przyczyny zaległości. Jeżeli problem się powtarza, potrzebne jest oficjalne wezwanie do zapłaty, zmiana warunków współpracy, ograniczenie limitu kupieckiego albo zabezpieczenie kolejnych dostaw.
Firmy coraz częściej stosują zaliczki, przedpłaty i krótsze terminy płatności przy klientach podwyższonego ryzyka. To rozsądne narzędzia, ale nie zastąpią bieżącego monitoringu. Kontrahent, który dziś płaci poprawnie, za kilka miesięcy może mieć problem z płynnością. W gospodarce opartej na odroczonych płatnościach zaufanie musi iść w parze z kontrolą danych.
Wierzyciele powinni r?wnie? rozdzieli? ryzyko jednorazowego op??nienia od ryzyka trwa?ej utraty p?ynno?ci. Pojedyncza sp??niona faktura mo?e mie? charakter techniczny, ale seria przesuni??, pro?by o wyd?u?enie termin?w, cz?ste korekty zam?wie? i unikanie kontaktu wymagaj? twardszych zabezpiecze?. Dobrym rozwi?zaniem jest ustalenie prog?w alarmowych, po kt?rych automatycznie maleje limit kupiecki albo kolejne zlecenie wymaga przedp?aty. W praktyce najwi?cej pieni?dzy traci si? nie wtedy, gdy kontrahent nagle upada, lecz wtedy, gdy przez wiele miesi?cy finansuje si? jego problemy kolejnymi dostawami.
Wniosek
Stabilna liczba upadłości nie oznacza stabilnego ryzyka. Jeżeli długi firm w procedurach rosną o jedną czwartą, wierzyciele mają powód do ostrożności. Poprawa PKB i lepsze dane makro nie kasują problemów, które narastały w firmach przez kilka wcześniejszych lat.
Dla biznesu najważniejszy wniosek jest praktyczny: opóźnienia w płatnościach trzeba traktować jak wczesny alarm. Upadłość albo restrukturyzacja kontrahenta rzadko spada z nieba. Często poprzedza ją seria sygnałów, które można zauważyć wcześniej i ograniczyć straty, zanim dług stanie się sprawą sądową.
Źródła i weryfikacja
- Krajowy Rejestr Długów
- Rzetelna Firma
- Kaczmarski Inkasso

