Nie chodziło o prawo do palenia zawsze i wszędzie
Sprawa dotyczyła programu ochrony powietrza przyjętego przez Sejmik Województwa Mazowieckiego we wrześniu 2020 r. W programie znalazł się zakaz korzystania w tzw. dni smogowe z instalacji spalających biomasę drzewną, w tym kominków i piecyków kominkowych, jeżeli nie były one jedynym źródłem ogrzewania albo nie chodziło o sytuację awarii dostaw energii elektrycznej.
W praktyce oznaczało to uderzenie przede wszystkim w kominki używane okazjonalnie, dla dogrzania domu albo rekreacyjnie. Właściciel budynku wyposażonego w kominek i instalację gazową zaskarżył taki zapis, wskazując m.in. na naruszenie prawa własności, wolności obywatelskich i zasady proporcjonalności.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał skargę, a Naczelny Sąd Administracyjny podtrzymał ten kierunek. Sygnatura sprawy to III OSK 3207/23. Wyrok jest prawomocny, więc sporny fragment programu ochrony powietrza nie może być traktowany jako obowiązująca podstawa zakazu w tej części.
Najważniejszy problem: nierówne potraktowanie paliw stałych
Sednem sprawy nie było to, czy dym z drewna jest obojętny dla jakości powietrza. Nie jest. Problem polegał na tym, że sejmik ograniczył korzystanie z instalacji na biomasę drzewną, ale nie wykazał wystarczająco, dlaczego akurat ten typ instalacji ma być potraktowany ostrzej niż inne urządzenia na paliwa stałe, zwłaszcza węglowe.
Sądy zaakceptowały co do zasady możliwość ingerowania w sposób ogrzewania budynków, gdy przemawia za tym ochrona powietrza oraz zdrowia mieszkańców. Wskazały jednak, że takie ograniczenie musi mieć klarowne przesłanki merytoryczne. Jeżeli regulacja obejmuje tylko kominki, a pomija inne źródła emisji, samorząd powinien pokazać, że takie rozróżnienie rzeczywiście wynika z danych, skali emisji i celu programu.
To ważny sygnał dla województw i gmin: polityka antysmogowa nie może być pisana skrótem myślowym. Nawet jeśli cel jest społecznie uzasadniony, administracja musi umieć obronić wybór konkretnych adresatów zakazu. Inaczej ograniczenie zaczyna wyglądać nie jak precyzyjna ochrona powietrza, lecz jak arbitralne wskazanie jednej grupy użytkowników.
Kominki odetchną, ale tylko częściowo
Wyrok jest korzystny dla właścicieli kominków na Mazowszu, ale nie oznacza powszechnego przyzwolenia na palenie drewnem bez żadnych ograniczeń. Nadal trzeba odróżniać programy ochrony powietrza, uchwały antysmogowe, lokalne zasady dotyczące klas urządzeń, wymogi ekoprojektu oraz ewentualne przepisy porządkowe. Orzeczenie dotyczy konkretnego zapisu w konkretnym programie.
Nie należy też wyciągać z niego wniosku, że drewno automatycznie wygrywa z węglem albo że emisja z kominków jest pomijalna. Sens wyroku jest bardziej prawny niż technologiczny: jeśli władza publiczna chce zakazać jednego rodzaju spalania w dni złej jakości powietrza, musi wyjaśnić, dlaczego właśnie ten rodzaj jest objęty zakazem i dlaczego inne porównywalne źródła nie zostały potraktowane podobnie.
Samorządy dostały instrukcję, jak nie pisać zakazów
Dla samorządów to wyrok niewygodny, ale potrzebny. Pokazuje, że nawet w obszarze ochrony zdrowia publicznego nie wystarczy ogólne powołanie się na smog. Trzeba przedstawić analizę, która łączy zakaz z rzeczywistym problemem emisyjnym, a potem wykazać, że wybrane środki są proporcjonalne i spójne.
Jeżeli administracja chce ograniczać kominki, powinna jasno odpowiedzieć na kilka pytań: jaki jest udział takich urządzeń w przekroczeniach norm, jak wypadają na tle kotłów węglowych, czy zakaz obejmuje także urządzenia spełniające ekoprojekt, jak długo obowiązuje, kto go kontroluje i dlaczego nie wystarczy mniej dolegliwe rozwiązanie. Bez takiej argumentacji nawet sensowna środowiskowo regulacja może przegrać w sądzie.
Spór będzie wracał
Ten wyrok wpisuje się w szerszy konflikt między walką o czystsze powietrze a prawami właścicieli domów. Z jednej strony smog jest realnym problemem zdrowotnym, szczególnie zimą i w regionach o dużym udziale paliw stałych. Z drugiej strony zakazy dotyczące prywatnych domów muszą być pisane wyjątkowo starannie, bo ingerują w majątek, codzienny komfort i poczucie bezpieczeństwa energetycznego mieszkańców.
Paradoks polega na tym, że źle przygotowane ograniczenia mogą szkodzić samej polityce antysmogowej. Dają paliwo jej krytykom i wzmacniają przekonanie, że zakazy są tworzone wybiórczo. Lepszą drogą jest twarda, ale równa regulacja: oparta na danych, obejmująca rzeczywiste źródła emisji i tłumacząca mieszkańcom, dlaczego akurat taki środek jest konieczny.
Wniosek
Wyrok NSA nie jest triumfem kominków nad ochroną powietrza, lecz porażką niedostatecznie uzasadnionej regulacji. Samorządy nadal mogą i powinny walczyć ze smogiem, ale muszą robić to w sposób odporny na zarzut wybiórczości: jeśli ograniczają drewno, muszą jasno pokazać, dlaczego właśnie drewno i dlaczego w takim zakresie, a jeśli zostawiają poza zakazem inne paliwa stałe, muszą umieć tę decyzję obronić. Dla właścicieli kominków to chwilowa ulga, dla administracji lekcja legislacyjnej precyzji, a dla debaty publicznej przypomnienie, że czyste powietrze nie zwalnia władzy z obowiązku równego traktowania obywateli.

