RCEm za czerwiec 2026 r. wyniosła 273,20 zł/MWh, czyli 0,2732 zł/kWh. Dla części prosumentów w net-billingu to lepszy wynik, niż można było oczekiwać po miesiącu bardzo wysokiej produkcji słonecznej i licznych ograniczeń pracy instalacji OZE. Nie jest to jednak sygnał, że rynek fotowoltaiki wyszedł z kłopotów. To raczej dowód, że miesięczna średnia potrafi wyglądać lepiej niż najbardziej nerwowe godziny w południe.
W praktyce wyższa RCEm oznacza większą wartość energii wprowadzonej do sieci przez prosumentów, którzy nadal rozliczają się według miesięcznej ceny. Trzeba jednak pamiętać, że RCEm jest ceną netto, bez VAT i akcyzy, a PSE może korygować opublikowane wartości przez 12 miesięcy po zakończeniu miesiąca, którego cena dotyczy.
Nie każdy właściciel fotowoltaiki odczuje tę informację w taki sam sposób. Po zmianach w przepisach część prosumentów, którzy zaczęli wytwarzać energię przed 1 lipca 2024 r., może nadal korzystać z rozliczenia opartego na RCEm albo wybrać rozliczenie godzinowe RCE. Nowsze instalacje są co do zasady bliżej rynku godzinowego, w którym znaczenie ma dokładna pora oddawania energii do sieci.
Ile można dostać?
To ważne, bo średnia miesięczna potrafi ukryć bardzo duże różnice w ciągu doby. Prosument widzący 273,20 zł/MWh może odnieść wrażenie stabilizacji, ale w rzeczywistości energia oddawana w słoneczne południe nadal bywa wyceniana dużo gorzej niż energia dostępna rano, wieczorem albo wtedy, gdy system jej naprawdę potrzebuje.
Najprostsze wyjaśnienie mówiłoby, że im więcej fotowoltaiki, tym niższa cena. Czerwiec pokazuje jednak, że mechanizm jest bardziej złożony. RCEm jest średnią ważoną, a nie prostym odczytem najtańszych godzin. Na jej poziom wpływają również grafiki handlowe, prognozy produkcji, bilansowanie portfeli energii i to, czy uczestnicy rynku potrafią lepiej zarządzać energią z mikroinstalacji.
Można więc mówić o pewnym dojrzewaniu rynku, ale ostrożnie. Wyższa czerwcowa cena nie dowodzi jeszcze, że nadwyżki zostały skutecznie zagospodarowane. Pokazuje raczej, że pojedynczy miesięczny wskaźnik nie powinien być utożsamiany z sytuacją w każdej godzinie pracy instalacji.
Ten sam czerwiec był miesiącem bardzo trudnym dla operatora systemu. Według danych przywoływanych przez Forum Energii i branżowe analizy, PSE musiały nierynkowo ograniczać pracę OZE przez 252 godziny, czyli przez około 35 proc. godzin w miesiącu. Ograniczona generacja miała wynieść 286,6 GWh, z czego 246,9 GWh dotyczyło wielkoskalowej fotowoltaiki.
To liczby, które studzą entuzjazm
To liczby, które studzą entuzjazm. Jeżeli coraz większa część zielonej energii musi być w słoneczne dni wyłączana, to sama poprawa miesięcznej ceny nie rozwiązuje problemu. System nadal potrzebuje magazynów energii, elastycznego popytu, lepszych taryf, mocniejszych sieci i odbiorców, którzy będą w stanie zużywać prąd wtedy, kiedy produkcja PV jest największa.
Dla gospodarstw domowych najważniejsza lekcja pozostaje ta sama: opłacalność fotowoltaiki coraz mniej zależy od samej mocy paneli, a coraz bardziej od tego, ile energii zostanie zużyte na miejscu. Przesuwanie pracy urządzeń na godziny produkcji, ładowanie samochodu elektrycznego, sterowanie pompą ciepła czy magazyn energii mogą mieć większe znaczenie niż jednorazowo korzystny odczyt miesięcznej ceny.
Czerwcowy wynik jest więc dobrą informacją dla rachunków, ale nie powinien zachęcać do biernego podejścia. Rynek coraz wyraźniej premiuje tych, którzy potrafią dopasować zużycie do produkcji albo przenieść energię na później. Samo oddawanie nadwyżek do sieci w godzinach szczytu słonecznego będzie coraz bardziej ryzykowną strategią.
Wniosek
Czerwcowa RCEm na poziomie 273,20 zł/MWh jest dla prosumentów przyjemnym zaskoczeniem, zwłaszcza po słabym kwietniu i maju, ale nie zmienia podstawowej diagnozy: polska fotowoltaika rośnie szybciej niż zdolność systemu do wykorzystania jej produkcji w najlepszych godzinach. Wyższa miesięczna cena łagodzi skutki tego problemu w rozliczeniach, lecz go nie usuwa. Dopóki sieci, magazyny energii, elastyczne taryfy i autokonsumpcja nie nadążą za mocą paneli, każdy dobry odczyt RCEm będzie raczej chwilą oddechu niż dowodem trwałej stabilizacji rynku.

