Nie chodzi więc tylko o jedną decyzję grantową. Chodzi o pytanie, czy resort kierowany przez Radosława Sikorskiego rzeczywiście wyciągnął wnioski z patologii finansowania organizacji pozarządowych, które przez lata zarzucano poprzedniej władzy. Jeżeli warunki konkursu można spełnić przez szybką zmianę nazwy, dopisanie punktu w statucie i przedstawienie niejednoznacznych rekomendacji, to problemem nie jest wyłącznie jeden beneficjent. Problemem jest konstrukcja kontroli po stronie państwa.
Konkurs miał być dla Polonii
MSZ rozstrzygnęło konkurs „Polonia i Polacy za Granicą 2026” 26 maja 2026 r. Z oficjalnych wyników wynika, że dofinansowanie otrzymało 25 projektów w obszarze szkoleń dla liderów polonijnych na łączną kwotę 6,337 mln zł oraz 16 projektów wizyt studyjnych dla młodej Polonii na łączną kwotę 4,531 mln zł. W praktyce rozdysponowano więc blisko 10,9 mln zł.
Na listach MSZ Polonia Connect pojawia się sześciokrotnie. W obszarze I stowarzyszenie dostało 300 tys. zł na projekt „Polonia Connect - Łączymy absolwentów” oraz 400 tys. zł na „Polonijnych Liderów w Polsce”. W obszarze II znalazły się cztery kolejne projekty wizyt studyjnych, odpowiednio za 350 tys. zł, 350 tys. zł, 300 tys. zł i 250 tys. zł. Łącznie daje to 1,95 mln zł, czyli znaczącą część całej puli konkursu.
Najważniejsze pytanie dotyczy doświadczenia
Sama wysokość dotacji nie przesądza jeszcze o nieprawidłowościach. Kluczowe jest to, że konkurs miał dotyczyć pracy z Polonią, a regulamin wymagał doświadczenia w tym obszarze. Według ujawnionych dokumentów Polonia Connect nie miała wcześniej realizować projektów na zlecenie MSZ we współpracy z Polonią i Polakami za granicą. Mimo to organizacja dostała punkty za dotychczasową współpracę i została uznana za wiarygodnego partnera dzięki projektom finansowanym z innych źródeł publicznych.
To jest sedno sprawy. Jeżeli regulamin mówi o doświadczeniu polonijnym, a komisja w praktyce uznaje za wystarczające inne, podobne rodzajowo doświadczenie, to konkurs przestaje być oceniany według prostych i czytelnych kryteriów. Urzędnicy mogą twierdzić, że oferta była dobra, ale dla opinii publicznej ważniejsze jest coś innego: czy każdy podmiot startujący w konkursie był mierzony tą samą miarą i czy warunki nie zostały rozciągnięte już po drodze.
Szybka zmiana szyldu nie powinna wystarczać
Historia stowarzyszenia budzi dodatkowe wątpliwości, bo zmiana profilu nastąpiła w wyjątkowo dogodnym momencie. Lubelska Liga Gier Miejskich była kojarzona z lokalnymi działaniami młodzieżowymi, grami miejskimi i edukacją obywatelską. Dopiero w kwietniu 2026 r. pojawiła się nowa nazwa i statutowy punkt dotyczący Polonii. Zmiana formalna nie jest sama w sobie niczym zakazanym, ale w konkursie wartym miliony złotych nie powinna zastępować realnej historii działań.
Jeszcze większy problem pojawia się przy rekomendacjach i opisywanych dowodach współpracy. Jeżeli listy od organizacji polonijnych mają podobną treść, nie zawierają konkretnych projektów, a część wskazywanych aktywności nie daje się publicznie zweryfikować, administracja powinna działać ostrożniej, a nie mniej ostrożnie. Dotacja publiczna nie jest nagrodą za sprawnie napisany wniosek. Jest decyzją o przekazaniu pieniędzy podatników, która wymaga rzetelnego sprawdzenia warunków wejścia.
To nie jest tylko problem obecnego MSZ
Sprawa jest politycznie niewygodna także dlatego, że pokazuje ciągłość mechanizmu, a nie prosty podział na poprzednią i obecną władzę. Osoby i organizacje opisane w tej historii pojawiały się wcześniej przy projektach finansowanych ze środków publicznych za rządów PiS, a później również w instytucjach podległych nowej większości. Taki obraz jest szczególnie szkodliwy dla zaufania do państwa, bo sugeruje, że najważniejszą kompetencją nie jest doświadczenie merytoryczne, lecz umiejętność poruszania się po systemie grantów.
Radosław Sikorski i kierownictwo MSZ nie mogą sprowadzić sprawy do formalnej odpowiedzi, że komisja konkursowa rekomendowała projekty, a minister podjął decyzję. Właśnie dlatego, że ostateczna decyzja należała do ministra, polityczna odpowiedzialność nie kończy się na anonimowej komisji. Jeśli urzędnicy nie sprawdzili realnego doświadczenia, trzeba wyjaśnić, dlaczego system oceny pozwolił na taką sytuację i czy podobne decyzje dotyczyły także innych beneficjentów.
Państwo potrzebuje jawności, nie kolejnych wyjaśnień po fakcie
Najprostszy sposób ograniczenia takich sporów jest znany od lat: pełna jawność kart ocen, jasne wskazanie osób odpowiedzialnych za ocenę formalną i merytoryczną, publikacja uzasadnień oraz twarde rozdzielenie kryteriów obowiązkowych od kryteriów uznaniowych. Jeżeli warunek doświadczenia jest warunkiem udziału, powinien być sprawdzony przed oceną jakości projektu. Jeśli ma być tylko jednym z elementów punktacji, regulamin powinien mówić to wprost.
Bez takiej przejrzystości każdy kolejny konkurs będzie narażony na ten sam zarzut: że państwo najpierw ustala regulamin, a potem interpretuje go w sposób wygodny dla wybranych podmiotów. To szczególnie niebezpieczne w programach polonijnych, bo pieniądze mają służyć budowaniu więzi z Polakami za granicą, a nie produkowaniu krajowych układów grantowych pod patriotycznym szyldem.
Wniosek
Sprawa dotacji dla Polonia Connect jest dla MSZ poważnym ostrzeżeniem, bo pokazuje, że zmiana władzy nie wystarcza do zmiany mechanizmów. Jeżeli organizacja po szybkiej zmianie nazwy i statutu może otrzymać prawie 2 mln zł w konkursie wymagającym doświadczenia polonijnego, to ministerstwo powinno nie tylko bronić decyzji, ale publicznie pokazać, kto i na jakiej podstawie uznał warunki za spełnione. W przeciwnym razie programy dla Polonii będą coraz bardziej kojarzyć się nie z odpowiedzialną polityką państwa, lecz z kolejną wersją znanego problemu: publiczne pieniądze trafiają do tych, którzy najlepiej odnajdują się w regulaminach, a niekoniecznie do tych, którzy mają największe doświadczenie i zaufanie środowisk, którym mają pomagać.
Źródła
Wirtualna Polska
Ministerstwo Spraw Zagranicznych
Krajowy Rejestr Sądowy

