Trump grozi uderzeniami w irańskie elektrownie i mosty, jeśli Teheran nie wróci do rozmów. Eksperci ostrzegają, że taki krok mógłby rozszerzyć wojnę i podbić ceny ropy.
Najważniejsze jest tu rozróżnienie: sama groźba nie oznacza
Najważniejsze jest tu rozróżnienie: sama groźba nie oznacza jeszcze, że USA rozpoczęły niszczenie irańskiej infrastruktury cywilnej. Pokazuje jednak, że Biały Dom rozważa presję, która mogłaby sparaliżować państwo, a nie tylko osłabić jego zdolności wojskowe.
Eksperci ostrzegają, że jeśli wojna wykroczy poza wzajemne uderzenia wojskowe, Iran może próbować odpowiedzieć na infrastrukturę państw po drugiej stronie Zatoki Perskiej. W grze są Bahrajn, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz obiekty związane z transportem i energetyką.
Taki scenariusz natychmiast przeniósłby konflikt z poziomu regionalnej wojny na poziom globalnego szoku gospodarczego. W Zatoce Perskiej nie chodzi wyłącznie o prestiż polityczny, ale o szlaki, którymi płynie ropa kluczowa dla światowej gospodarki.
Cieśnina Ormuz jest wąskim gardłem światowego handlu ropą i gazem. Każdy sygnał, że transport przez ten obszar może zostać utrudniony, natychmiast wpływa na ceny surowców, ubezpieczenia tankowców i decyzje rafinerii.
Na co uważać?
USA wznowiły blokadę irańskich portów, a amerykańskie dowództwo informuje o kolejnych działaniach mających ograniczać zdolność Iranu do atakowania żeglugi. To zwiększa presję na Teheran, ale jednocześnie podnosi ryzyko błędu, odwetu albo niekontrolowanego incydentu na morzu.
Wzrost cen ropy może szybko zamienić wojnę zagraniczną w problem wewnętrzny dla USA i Europy. Droższe paliwa uderzają w kierowców, transport, inflację i nastroje społeczne, a te elementy mają znaczenie szczególnie przed wyborami do Kongresu.
Dlatego konflikt z Iranem nie jest tylko sprawą Pentagonu i dyplomacji. Jeżeli ceny paliw zaczną rosnąć trwale, presja polityczna w Waszyngtonie będzie narastać, także wśród tych, którzy dotąd popierali twardą linię wobec Teheranu.
W Senacie USA pojawił się opór wobec pakietu obronnego wartego około biliona dolarów. Demokraci argumentują, że administracja Trumpa wciąga kraj coraz głębiej w wojnę, której celu i końca nie potrafi jasno wyjaśnić.
To ważny sygnał, bo nawet prezydent prowadzący operacje
To ważny sygnał, bo nawet prezydent prowadzący operacje wojskowe potrzebuje politycznego zaplecza i pieniędzy. Im dłużej trwa konflikt, tym trudniej utrzymać narrację o krótkiej presji militarnej wymuszającej porozumienie.
Profesor Matthew A. Baum ostrzega, że krótkoterminowe rozwiązanie może być nierealne, bo USA mają niewielkie pole do zaoferowania Iranowi czegoś więcej niż poprzednie porozumienia. Z kolei kompromis dotyczący programu jądrowego i kontroli nad cieśniną jest dla Waszyngtonu politycznie bardzo trudny.
To właśnie tworzy pułapkę eskalacji. Jeśli groźby nie zmuszą Iranu do ustępstw, Trump będzie musiał wybrać między wycofaniem się z własnych zapowiedzi a spełnieniem ich w formie ataków, które mogą rozszerzyć wojnę.
Groźby Trumpa wobec irańskich elektrowni i mostów są czymś więcej niż kolejną ostrą wypowiedzią. Jeśli zostaną zrealizowane, konflikt przesunie się z logiki odwetu na logikę paraliżowania państwa, a to może uruchomić irańskie uderzenia w infrastrukturę Zatoki Perskiej, skok cen ropy i większą presję polityczną w USA. Największe ryzyko polega na tym, że po przekroczeniu tej granicy żadna ze stron nie będzie miała prostego sposobu, by wrócić do negocjacji bez utraty twarzy.
Źródła
Onet
BILD
BBC

